niedziela, 29 kwietnia 2012

Pierwsze zasiewy

Nadszedł w końcu upragniony czas pierwszych zasiewów.
Około południa wybrałem się aby przemieszać rozsypaną wczoraj próchnicę z glebą, aby nie wywiał jej wiatr i nie wypłukała woda. Pogoda masakryczna. Gorąc, upał, skwar. Jedyną ulgę przynosi południowy wiatr, który przyniósł ze sobą chmury zwiastujące zmianę pogody.

Tak więc przekopałem oba zagony na których wysypałem próchnicę. Na jednym z nich wysiałem kilka rzeczy.

Marchew wczesna. Na opakowaniu napisali jeszcze że jest to odmiana Amsterdam 3. Wybrałem ją dlatego, że powinna w miarę szybko dać plony. Przy krótkim okresie wegetacyjnym mógłbym nie zdążyć zebrać późnej marchwi. Wysiew powinien być między marcem a majem. Jest koniec kwietnia więc się zmieściłem w czasie. Marchew dość długo wschodzi, więc moim zdaniem to był ostatni gwizdek na jej wysianie. Zależało mi bardzo na tym warzywie, bo powiedzmy sobie szczerze, ale to bardzo zdradliwa roślina. Marchew ma to do siebie, że przyswaja wszystko co się jej wsypie do ziemi w formie nieprzetworzonej i magazynuje to w korzeniach. Tak więc jeśli rolnik sypie nawozami to mam pewność że te nawozy znajdą się w środku. Dlatego też gdy kupuję marchew, staram się wybierać małe marchewki, bo jest większe prawdopodobieństwo, że nie ma w nich syfu takiego jak w wielkich wypędzonych. Marchew wysiałem w rządkach. Marchwi nie można wysiewać w ziemi nawożonej obornikiem!

Burak ćwikłowy. Wybrałem cylindryczną odmianę RENOVA. Wysiew powinien nastąpić w okresie kwiecień-czerwiec przy czym na zbiór wczesny na początku tego okresu, na zbiór jesienno-zimowy w okolicach czerwca. Oczywiście w moim ogródku okres wegetacyjny będzie krótszy niż w innych częściach kraju, więc myślę że wysiewając go teraz powinny być z miesiąc przed końcem okresu wegetacyjnego. Wybrałem odmianę cylindryczną a nie okrągłą, bo moim zdaniem łatwiej się ją wyrywa i rośliny mogą rosnąć gęściej przez co będzie ich więcej. Podobnie jak marchew, burak nie lubi świeżego obornika, również wysiałem w rządkach.

Kolejne rośliny wysiewałem na tym samym zagonie co buraki i marchew, z tym że rzutowo. Marchew wschodzi dość długo, burak krócej, ale nim oba warzywa będą potrzebowały więcej przestrzeni, to co wysiałem rzutowo, zdążę już zebrać.
Z jesieni zostały m nasiona rzodkiewki odmiany Carmen i Silesia. Rozsypałem je po całej powierzchni grządki. Szczerze mówiąc nie wiem czy zawiążą zgrubienie na korzeniu czyli to co się normalnie zjada. Aby tak się stało powinny być spore różnice temperatur między nocą a dniem, a tak naprawdę za moment będzie lato. Ale z rzodkiewki można również zjadać młode liście, więc się nie zmarnuje.

Nasiona Sałaty masłowej wczesnej odmiana Królowa majowa również rozsypałem w chaotyczny sposób. Podobnie jak rzodkiewka, sałata aby zawiązać główkę, potrzebuje różnic temperatur między nocą a dniem. Jeśli ich nie ma, rośnie po prostu wypuszczając kolejne liście i nie zawiązując główki. Mnie to w zupełności nie przeszkadza, nie ujmuje to jej niczego z jej wartości odżywczych, zapachu, smaku. Sałatę powinienem zdążyć zebrać całą nim marchew i burak wzejdą i będą potrzebować przestrzeni.

Między to wsypany został jeszcze koper ogrodowy ambrozja. Miałem nasiona jeszcze z jesieni. Przez całą zimę rósł sobie na parapecie w skrzynce na kwiaty, dostarczając regularnie świeżej natki do twarożków, kanapek i innych potraw.

Również z jesieni pozostał szczypiorek odmiana medium leaf. Szczypiorek będzie wyrastał raczej dłużej niż sałata, rzodkiewka i koper, więc wysiałem go na obrzeżu zagonu, tak aby nie przeszkadzał marchwi i burakom.

Kolejne rośliny wysiałem całkowicie poza zagonami. Są to Cukinia Atena Polka F1 oraz Dynia patison DISCO. W odległościach około 60-70 cm wykonałem szpadlem otwory, do których wrzuciłem po 3-4 pestki. Dyniowate mają dość duże liście, więc powinny sobie w konkurencji z trawą poradzić. Jeśli będzie z tym problem, użyje jakiegoś selektywnego herbicydu zwalczającego jednoliścienne. Odmianę ATENA o żółtej skórce wybrałem dlatego, że łatwiej się ją obiera, bo skórka jest bardziej miękka. Literka F1 to dla mnie również bardzo cenna informacja. Mówi mi o tym, że jest to mieszaniec heterozyjny. Mieszańce takie powstają ze skrzyżowania dwóch gatunków i nasiona powstałe z takiej krzyżówki mają swoje właściwości tylko w pierwszym pokoleniu. Kolejne pokolenia mogą być już całkowicie inne. Mieszańce heterozyjne charakteryzują się pewną różnorodnością ale jednocześnie lepiej znoszą różne niekorzystne warunki i jest większe prawdopodobieństwo że niektóre osobniki przeżyją wydadzą plon. Patisony są świetnym materiałem na zapiekanki. Wystarczy wydrążyć patisona, do środka wrzucić ugotowanego ryżu, trochę pokrojonej kiełbasy, jakieś inne warzywo, zapiec i już obiad gotowy.

Oczywiście mam przygotowane jeszcze inne nasiona do wysiewu, ale z nimi nie muszę się już tak śpieszyć. Na jutro i pojutrze zapowiadają przelotne opady, więc jak dobrze pójdzie to moje zasiewy dostaną w miarę szybko wody (oczywiście już chłoną wodę z gleby, ale to może być trochę mało jak na początek) i zaczną kiełkować. A tymczasem chwila odpoczynku po dwóch intensywnych dniach, oraz czas na zaplanowanie następnych działań :)

sobota, 28 kwietnia 2012

Światełko w tunelu

Przedostatnia wizyta troszkę mnie podłamała, na szczęście wczoraj pojawiło się światełko w tunelu. Kilka ciepłych dni wystarczyło, aby pojawiły się oznaki działania herbicydu. Moją pracę rozpocząłem od ponownego przekopania tych dwóch kawałków, które skopałem ostatnio, rozbicia brył ziemi, powyciągania z niej kłączy, plątaniny korzeni traw i innych roślin. Górne poletko udało doprowadzić się do stanu prawie dobrego. Od biedy można byłoby już coś na nim zasiać.

Dodatkowo na terenie gdzie zadziałał oprysk herbicydem, skopałem kolejny trzeci zagon. Tutaj ziemia jest bardzo ciężka i spoista. Mimo że przez kilka dni nie padało, podczas kopania słychać było "pluskanie". Kopało się dużo łatwiej niż poprzednio. Zacząłem się zastanawiać nad sposobem rozluźnienia ziemi, żeby nie była taka zbita. Na myśl przyszły mi trociny oraz torf. Tylko skąd wziąć trociny w większych ilościach? Poza tym powinny być już trochę przekompostowane żeby nie zabierały azotu z gleby. Torf w sumie trochę kosztuje, ale to byłaby najłatwiejsza metoda. Akurat kiedy nad tym myślałem przyszedł mój kolega na którego ziemi zakładam ogródek. Pogadaliśmy chwilę po czym on mówi "Tu gdzie jest ta górka, między drzewami, kiedyś leżały belki na więźbę. Tam jest dużo próchnicy."

Gdy zerwałem wierzchnią warstwę trawy, moim oczom ukazał się skarb :) Kilka dobrych taczek przepróchniałego rozpadającego się drewna. Zabrałem się do wydobycia i rozplantowania tego na moich poletkach. Czeka mnie jeszcze przekopanie tego, w sumie już trzeci raz będę przekopywał te same kawałki ziemi. Ale jest nadzieja na marchewkę i jeszcze jakieś korzeniowe. Muszę jak najszybciej wybrać się i to zrobić, bo już prawie maj, a poza tym zrywa się wiatr i boję się żeby nie wywiał mi tej próchnicy. W końcu jest bardzo lekka.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Wizyta 3

Dziś w sumie byłem w ogrodzie trzeci raz. Coraz mniej zaczynam wierzyć w powodzenie tego przedsięwzięcia. Gdy byłem pierwszy raz, udało mi się skopać niewielki kawałek. Gąszcz kłączy, zbita warstwa traw, perzu i innych roślin dzielnie broniła dostępu do życiodajnej gleby. Postanowiłem podziałać chemicznie. W tym celu, dzień po próbie przekopywania, wybrałem się do sklepu (właściwie posłałem żonę bo przechodziła w jego pobliżu) i nabyłem w ten sposób odpowiedni herbicyd. Jego nazwy nie podam, chyba że producent herbicydu postanowi zapłacić za reklamę na blogu. Ważne jest dla mnie to że to herbicyd nieselektywny, czyli załatwia wszystko co zielone, nie ważne czy to trawa, czy inne chwasty. (Są też herbicydy selektywne, działające na konkretną grupę roślin, np na jednoliścienne czyli trawy, perze itp.) Po zakupie oczywiście nie mogłem od razu przystąpić do oprysku. Nie pozwoliły mi na to opady deszczu, które trwały kilka dni. Gdy już się udało, wybrałem się na ogródek. Niestety trawa i chwasty które tam zastałem nie były jeszcze zbyt duże. To wcale nie najlepsza wiadomość, że chwasty nie są duże. Trudno, skoro już tu dotarłem, wykonam oprysk. Tak też zrobiłem, spodziewając się że efektywność mojego działania może być niezbyt wielka. Dziś byłem zobaczyć efekty. Minął tydzień. Widać niewielkie działanie środka chemicznego. Było trochę zimno i niestety ale nie zadziałał z pełną mocą. Dodatkowo dzień po moim oprysku przyszły niewielkie opady, które domyślam się że spłukały to co nie zostało wchłonięte. w końcu po trzecie jednak chwasty nie były jeszcze wystarczająco duże na oprysk. Czekanie za bardzo nie wchodzi w rachubę, okres wegetacyjny jest tutaj krótszy, a za chwilę początek maja. Przydałoby się już siać, wsadzać rozsady, a ja jeszcze nie mam nawet skopanej porządnie ziemi.

środa, 11 kwietnia 2012

Początki

Miejsce które mogę uprawiać to działka dobrych znajomych, którzy nie mają czasu na obrabianie ziemi, przez co leży odłogiem. Z Ich opowiadań wiem, że podejmowali kiedyś próby założenia ogródka, ale nie bardzo byli zadowoleni z efektów, więc temat porzucili.
Ustaliliśmy, że ja mogę uprawiać Ich ziemię zupełnie za darmo, za to Oni będą się ode mnie uczyć jak to robić.

Działka mieści się w górach, stąd nie jest to łatwa rola do uprawiania.
Po pierwsze podłoże. Cieszynit czyli skała wulkaniczna o odczynie zasadowym + flisz karpacki czyli łupki ilaste. Z jednej strony można się cieszyć bo gleba powstała na tym podłożu powinna być żyzna. Z drugiej strony jest to bardzo ciężka gleba, o dużej spoistości, mająca tendencję od wysychania na kamień podczas suszy, długo utrzymująca wodę podczas deszczy, śliska, gliniasta.
Przypuszczam, że warzywa korzeniowe typu marchew, pietruszka, seler mogą nie hodować się na tym najlepiej. Podobnie z cebulą, czosnkiem, ziemniakami. No nic, trzeba spróbować.

Drugim utrudnieniem jest krótszy okres wegetacyjny. Góry to góry. Tu wiosna przychodzi później a jesień wcześniej. Dlatego też na wyhodowanie wszystkiego jest mniej czasu.

Dwie dodatkowe trudności związane są już z tą konkretną działką.
Brak dostępu do wody - studnia wyschła a nie chcę naciągać na koszty znajomych i korzystać z wody wodociągowej za którą się płaci.
Drugi temat to otoczenie. Działka to po prostu niekoszona łąka, na której rosną wszystkie możliwe chwasty występujące na tym terenie. Trudność polega najpierw na skopaniu kawałka ziemi pod uprawę, ponieważ jest poprzerastana pędami, kłączami, korzeniami i innymi, a później w trakcie sezonu wegetacyjnego będzie to nieustanna walka z wsiewającymi się i kiełkującymi na zagonach chwastami.

Dziś jestem po pierwszej partii przekopywania ziemi. Jest naprawdę ciężko. Jedno przekopanie nie wystarcza. Za kilka dni ponownie przekopię te kawałki. Mam nadzieję że uda mi się porozbijać bryły i powybierać przynajmniej część kłączy.
Nie obędzie się też bez walki chemicznej chociaż tą chciałbym ograniczyć do minimum. Po pierwsze ze względu na koszt, po drugie ze względu na to że chciałbym mimo wszystko uprawiać rośliny ekologicznie.

Na zakończenie zdjęcie kawałka ziemi, na którym powstanie wspaniały ogród.



Wstęp upolityczniony :)

Początki jak zwykle są trudne. Te były trudniejsze niż przypuszczałem. Ale po kolei.

Nasz wspaniały rząd, dostosowując ceny żywności do swoich zarobków doprowadził, do tego, że zwykłym ludziom przestaje wystarczać na życie. Wynagrodzenia nie wzrosły wcale, ceny poszybowały w górę jak amerykański program kosmiczny. Jeszcze trochę takiej polityki i praca zarobkowa przestanie się całkowicie opłacać. Lepiej będzie poświęcić ten czas na wyhodowanie marchewki i innych warzyw niż przez 8 godzin zasuwać za kwotę, która starcza jedynie na wynajęcie mieszkania.

Dodatkowo jestem ojcem dwójki wspaniałych dzieci, którym chciałbym dać coś lepszego niż najtańsza żywność, hodowana w taki sposób, aby społeczeństwo które ją spożywa, nie dożyło wieku emerytalnego. Cóż za oszczędność dla państwa.

Na kawałku ziemi, który leżał odłogiem dobrych kilka lat, startuję z ogrodem.
Przez 4 lata studiów ogrodniczych na prestiżowej uczelni czegoś się nauczyłem, planuję wdrożyć tą wiedzę w praktykę.