poniedziałek, 25 czerwca 2012

praca i zbiory

Dziś wybrałem się na krótko. W nocy znowu padało więc wybrałem się na poskramianie ślimaków. Ostatnia walka z tym śliskim szkodnikiem przyniosła pewne efekty, bo dziś było ich znacznie mniej. Chwasty spryskane wokół ogrodu zaczynają żółknąć i znacznie się przerzedziły.

Powyrywałem trochę chwastów, zebrałem sałaty, koperku i trochę czereśni z sadu na którego tyłach znajduje się mój ogród.

Pomidory. Czekam na nie niecierpliwie. Najpierw pojawiły się Krakusy, które posadziłem w akcie desperacji, żeby coś rosło w miejscu pożartych ogórków. Następny w kolejności jest Kmicic (na zdjęciu). Na Słonkę jeszcze czekam. Musiała się pozbierać po przemarznięciu, ale zaczęła wypuszczać już pierwsze kwiaty. Pewnie niedługo pojawią się na krzakach zielone owoce. Zobaczymy też co pierwsze dojrzeje. Stawiam na Kmicica, patrząc na jego szybki wzrost i na to jak goni Krakusa.

sobota, 23 czerwca 2012

Po długim czasie

Ostatnio dość mocno zaniedbałem pisanie.

Właściwie rozpoczęło się od tego że przez około tydzień padało, właściwie codzienne. Do tego nałożyło mi się sporo pracy zawodowej i jakoś ogród poszedł w odstawkę.

Fakt, byłem kilka razy patrzeć co się dzieje. Zazwyczaj moja wizyta ograniczała się do zbioru rzodkiewki, zebrania kilku sałat, bo już się zaczęły robić duże, powyrywania trochę chwastów oraz wymordowanie ślimaków które znalazłem.

Ślimaki to niestety plaga. Jedzą wszystko. Część ogórków i dyniowatych które ostatnio wysadziłem jest mocno uszkodzona lub całkowicie zniszczona. Muszę rozejrzeć się za jakąś chemią do zwalczania.

Rzodkiewki właściwie już się skończyły. Resztę co została musiałem wyrzucić, bo przerosły i przestały nadawać się do spożycia.

Pomidory zawiązały pierwsze owoce. Na zdjęciu powyżej Krakus. Pojawiły się też pierwsze truskawki. Niestety z racji bezsłonecznej pogody nie były smaczne.

Drugi wysiew fasoli bardzo ładnie skiełkował i goni tą wysianą najwcześniej. Wykiełkowała również siedmiolatka.

Obecnie praca polega głównie na wyrywaniu zielska oraz zwalczaniu ślimaków, które są plagą. Jest ich mega dużo i niszczą wszystko doszczętnie. Rozpocząłem od zrobienia pasu herbicydowego, czyli pasa wokół ogrodu gdzie nie będzie chwastów, traw ani innych roślin. Chodzi o to żeby nie miały schronienia. Zwalczam je mechanicznie zbierając i rozdeptując, ale nie jestem w stanie być wystarczająco często w ogrodzie żeby być w 100% skutecznym. Dlatego też muszę pomyśleć o dodatkowych działaniach. Jakich jeszcze nie wiem.

sobota, 9 czerwca 2012

Pożegnanie z Helą F1 i nowe zakupy

Dzisiejsza wizyta w ogrodzie przyniosła zasmucenie. Coś zżarło mi ogórki Hela F1 które wykiełkowały. Zając, ptaki albo ślimaki. Z Tej odmiany już raczej w tym roku nic nie będzie, po po pierwsze słabo skiełkowały, a po drugie to co urosło zostało zjedzone.

Dzisiejsza poranna wizyta na targu, a późniejsza w sklepie ogrodniczym przyniosła spore zakupy. Od rana zakupiłem kilka sadzonek dyni i cukinii oraz kabaczków. w sumie chyba 8 lub 9. Dodatkowo 3 sadzonki ogórka i 3 papryki. Z tą papryką to zobaczymy co wyjdzie bo to roślina ciepłolubna i raczej na szklarnie niż na uprawę w gruncie. Ale podobnie jak z arbuzem, będziemy doświadczać czy coś z tego będzie czy nie. Dodatkowo jeszcze dwa pomidorki Krakus.

Dużym zakupem była grusza azjatycka. Udało mi się dostać odmianę Hosui. Moją ulubioną jest Shinsei, ale niestety nie było. Zresztą trudno dostać drzewka owocowe w donicach, a powiedzmy sobie szczerze nie ma teraz sezonu na drzewka owocowe. Grusza azjatycka jest o tyle ciekawa, że nie biorą jej żadne szkodniki ani choroby w naszym klimacie. Jest odporna na nasz mrozy i przymrozki. Zapyla się normalnie z naszymi gruszkami, np z konferencją. Owoc w kształcie jabłek, z gładką skórką, bardzo soczysty i aromatyczny, bez komórek kamiennych jak w normalnej gruszce.

Wapno tlenkowe. Wapno można kupić jako wapno węglanowe lub tlenkowe. Wapno węglanowe jest bezpieczniejsze do stosowania i można stosować jako nawóz. Wapno tlenkowe w sumie też, ale ja bym się na to nie odważył, bo można popalić rośliny. Ja wapna użyłem do przyspieszenia przerabiania kompostu, który odkładam. Wapno tlenkowe jest żrące, w połączeniu z wodą powstaje z niego wodorotlenek wapnia. Kolejnym pierwiastkiem potrzebnym do przetwarzania kompostu jest azot. Niestety nawóz azotowy był tylko w wielkich opakowaniach po 25 kg, a tyle aż nie jest mi potrzebne.

czwartek, 7 czerwca 2012

Szczególny rodzaj pomidora

Dziś z okazji kolejnego długiego weekendu przyjechali w odwiedziny moi rodzice zobaczyć się ze swoimi wnukami. Przywieźli mi długo oczekiwane sadzonki szczególnego pomidora.

Powiedzmy że w jakiś sposób to pomidor koktajlowy.

Dla mnie historia tego pomidora zaczyna się dobre kilka lat temu i ma związek z moimi studiami. Tak się ułożyło, że miałem dostęp do wielu odmian pomidorów. Były w środ nich małe pomidorki, które wyjątkowo mi zasmakowały. Owoc wielkości wiśni, nierówno dojrzewający, słodkawy. Właściwie pomidor praktycznie niemarketingowy. Dopytałem co to za odmiana. Okazało się że żadna. Ktoś przywiózł nasiona jakiejś odmiany dziko występującej w jakiejś załóżmy puszczy amazońskiej (dokładnego regionu skąd pochodzą te nasiona nie znam). Dostałem zgodę na wzięcie sobie owoców i pozyskanie nasion z racji tego że ta "odmiana" nie jest chroniona żadnym prawem autorskim. (Odmiany warzyw normalnie podlegają rejestracji i ochronie, tak jak np. utwory muzyczne, czy patenty.) W kolejnym sezonie wyhodowałem sobie kilka krzaczków, zostawiając pewną część nasion na następny rok. W kolejnym roku nie posiałem bo po prostu jakoś się to rozeszło. Ku mojemu zdziwieniu pomidorki wysiały się same, nasiona przetrwały zimę, wykiełkowały wiosną i wydały ponownie owoc. Dodatkowo przez lata okazały się bardzo odporne na nasze warunki atmosferyczne. Są dość odporne na choroby grzybowe, przez co nie trzeba ich non stop pryskać i chodzić w koło nich. Od tamtego czasu co roku pomidorki wysiewają się same na ogródku działkowym moich rodziców. Dziś przyjechały wraz z bryłą ziemi dwa krzaczki tego pomidora. Mam nadzieję, że tutaj, na Śląsku Cieszyńskim zadomowi się on tak jak na Równinie Kutnowskiej i że będzie się sam rozsiewał. Oczywiście na wszelki wypadek pobiorę trochę nasion.

Jeśli chodzi o spożycie, to traktuję go jako pomidora sałatkowego, przy czym do sałatek wrzucam całe pomidorki. Najczęściej robię z nimi sałatkę z sałaty lub kapusty pekińskiej, z fetą, ziołami prowansalskimi, cebulą czosnkiem, polane oliwą i octem winnym. Taki patent którego spróbowałem kiedyś na Sycylii i w którym się zakochałem. Zresztą na Sycylii te które tam rosły na polach były podobne w smaku do tych które tutaj opisuję, tylko że większe.

środa, 6 czerwca 2012

Zakupy - cukinia, patison, truskawki i arbuz

Od samego rana odbyłem wycieczkę na targ. Poza warzywami do konsumpcji, które są dużo tańsze i lepiej wyglądające zakupiłem 3 sadzonki cukini, 3 patisona (odmiana dyni) oraz jedną arbuza. Arbuza kupiłem bardziej doświadczalnie, bo nie wiem czy zdąży w naszym krótkim okresie wegetacyjnym dojrzeć. Cukinie i patisony natomiast dlatego, że ta które zasiałem jeszcze nie wzeszły. Siałem pod koniec kwietnia, a mamy początek czerwca. Nie wiem czy wzejdą. Podobnie kiepsko kiełkuje ogórek. Wydaje mi się że ziemia trochę za ciężka i to jest powód. Doświadczenie na przyszłość, aby w gniazda gdzie sieję dodawać czegoś co rozluźni ziemię, np torfu odkwaszonego i przemieszać.

Drugim zakupem dzisiejszego dnia był dziesięciopak sadzonek truskawki odmiany korona. Ten zakup robiłem już w markecie budowlanym na dziale ogród. Dlaczego wybrałem tą odmianę? Powód banalny. Niestety w marketach słabo się dba o rośliny i często padają. Skoro płacę za 10 roślin to chcę mieć 10. Wśród odmian które były do wyboru, chyba tylko korona miała po 10 roślin w opakowaniu. To może też sugerować, że jest na tyle odporna na niekorzystne warunki jakie może spotkać w markecie.

Z roślinami wybrałem się do ogrodu ok 18, dotarłem pewnie koło 19. Wysadziłem wszystko co miałem, zebrałem trochę rzodkiewki. Przy okazji sprawdziłem pułapkę na ślimaki, skuteczność 3 szt. Inne były zainteresowane kupą kompostową, na której lądują resztki z kuchni, więc je też wyłapałem. (Pewnie nie przepadają za tanim piwem i wolą jeść resztki niż pić takie coś.) Przyszła też sarna i to na niewielką odległość. Na szczęście moje ogrodzenie z folii stretch na razie chroni uprawę przed tym szkodnikiem. Ogrodzenie z folii stretch ma jeszcze jedną ciekawą właściwość. Gromadzi wodę deszczową w postaci baniek wody znajdujących się w załamaniach folii. Bardzo przydatna funkcja, chciciażby do umycia rąk po pracy, jeśli ogród jest w szczerym polu.

wtorek, 5 czerwca 2012

Pada i pada (ochrona przeciw grzybom i ślimakom)

Od ponad 48 godzin pada.

Od ponad 24 godzin myślę o miedzianie

Miedzian to zielononiebieska substancja służąca do oprysków przeciwko grzybom. Ma bardzo szerokie zastosowanie w ogrodnictwie. Do oprysków drzewek na początku marca, do ochrony drzew w sezonie wegetacyjnym, do ochrony innych roślin, takich jak ogórki i inne dyniowate, psianki w tym ziemniak i pomidor.

Długo utrzymująca się wilgotność sprzyja rozwojowi chorób grzybowych. Moje ogórki i pomidory są jeszcze młode, ale trzeba o nie zadbać. Dlatego też jak tylko przestanie padać idę robić oprysk.

Wczoraj imo deszczu wybrałem się do ogrodu. Wcześniej przygotowałem z tego co miałem pułapkę na ślimaki. Potrzebne mi były słoik pojemności ok 1l, plastikowa butelka typu PET 1,5 l z przewężeniem w połowie wysokości i trochę taśmy samoprzylepnej. Wykonanie pokazane i opisane poniżej.

Butelkę plastikową przecinam poniżej zwężenia. Powyżej zwężenia, ale tak aby butelka nadal działała jak daszek wycinam otwory średnicy 3-4 cm tak żeby ślimak mógł wejść. (Łapię ślimaki bez skorupek więc ta średnica wystarczy.) Butelkę nakładam na słoik i przytwierdzam ją taśmą klejącą. Całość zakopuję tak aby wlot słoika i otwory były minimalnie nad ziemią. (Nie chcę aby wlewała się do niego woda.) Do wkopanego słoika wlewam piwo, to jest mój wabik na ślimaki. Ślimaki lubią piwo, więc przychodzą i upijają się, a gdy są już pijane, wpadają do piwa i się topią.

To oczywiście w teorii. Jak będzie w praktyce, zobaczymy w najbliższych dniach.

niedziela, 3 czerwca 2012

Drugi siew fasoli + siedmiolatka

Dziś wybrałem się bardziej na spacer niż do pracy. Zabrałem ze sobą nasze starsze dziecko, które ochoczo pomagało mi w tym co robiłem, chociaż nie do końca w sposób jaki bym chciał. Cóż, ma dopiero dwa lata i przed Nią wiele rzeczy do odkrycia i poznania. Dlatego tym bardziej chcę pokazywać dzieciom różne rzeczy, a dla dziecka miastowego z bloku, nie lada atrakcją są kury, kaczki i inne zwierzaki, których na co dzień nie widuje. A już szczególną atrakcją jest gdy np koło kaczki biega stadko żółtych pisklaków. Oczywiście te zwierzęta podglądamy po drodze do naszego ogrodu.

Ziemię pod siew miałem przygotowaną już wczoraj. Dziś wystarczyło zrobić rowki, rozsiać nasiona i przysypać. Zasiałem dokładnie tą samą odmianę co poprzednio czyli "Rocquencourt ST". Ostatnio siałem 6 maja, dziś mamy 3 czerwca, więc około miesiąca różnicy. Dzięki takiemu rozłożeniu siewu w czasie, uzyskam plon rozłożony w czasie, dzięki czemu nie będzie problemu że nie ma co robić ze zbyt dużą ilością fasoli, lub że przerośnie, a potem szybko się skończy.

Poza fasolą wysiałem też Cebulę siedmiolatkę odm. "Freddy ST." Posiałem ją we wspólnych rzędach z fasolą. Myślę że si nie pogryzą. Siedmiolatka jest rośliną wieloletnią i mrozoodporną więc zostaje na następny rok, fasola po sezonie wylatuje, więc aby nie uszkodzić cebuli będę musiał fasolę zamiast wyrywać wyciąć. Dzięki temu też zostaną w glebie korzenie z bakteriami brodawkowymi. Liczę w ten sposób na dodatkowy azot i bujny wzrost zielonego szczypioru.

Przyjrzałem się dzisiaj jeszcze raz tym pogryzionym ogórkom i fasoli. Ewidentnie to robota ślimaków, bo są ślady tej mazi którą wytwarzają aby się poruszać. Ślimaki które występują tutaj najczęściej, to śliniki luzytańskie. Takie wielkie, brązowe bez skorupki. Po deszczu wyłażą ich tysiące. Pierwszą rzeczą którą zrobiłem jeszcze dziś, to potraktowałem okoliczne trawy herbicydem, żeby nie miały schronienia. Po powrocie do domu poczytałem trochę o zwalczaniu tych ślimaków. Co ciekawe bardzo lubią piwo. Wystarczy wkopać słoik, napełnić piwem, nad słoikiem wykonać jakiś daszek, żeby nie wlatywała do środka woda i nie rozcieńczała trunku. Ślimak zwabiony zapachem przychodzi, pije a gdy jest pijany wpada do piwa i się topi. Swoją drogą to potwierdzenie tezy że alkohol może być przyczyna śmierci. Trzeba będzie spróbować tej metody walki z tym szkodnikiem.

sobota, 2 czerwca 2012

Pierwsze zbiory

Trochę szumny tytuł wpisu, tym bardziej że wyhodować rzodkiewkę nie jest wielką trudnością. Poza tym ilość zebranych rzodkiewek też nie jest porażająca. Ale jakby nie patrzeć, cieszę się z tych kilku warzywek, które kosztowały mnie już trochę wysiłku.

Właściwie dzisiaj pojechałem (rowerem) bardziej z myślą żeby zobaczyć czy ogórki i pomidory przeżyły wichury ostatnich dwóch dni. Na szczęście prawie wszystko w porządku. Poza tym że coś obżarło trochę ogórka i liście z kilku roślin fasoli.

Nie zrobiłem ostatnio wpisu, ale postarałem się o pseudoogrodzenie. Temat ogrodzenie męczyłem w głowie od jakiegoś czasu, ponieważ na terenie gdzie mam ogródek, pojawiają się dość często sarny i zające. Rozważałem temat jak ogrodzić najtaniej. Słupki powstały z materiału który leżał w okolicach domu, oczywiście za zgodą właściciela. Pozostał problem co z siatką. Wstępnie obliczyłem że potrzebowałbym ok 40 mb siatki, co dało mi wstępny koszt ogrodzenia ok 120 zł. Trochę dużo. Z pomocą przyszła mi folia stretch. Duża rolka folii w hurtowni papierniczej kosztowała mnie nieco ponad 15 zł. Wystarczyła na wykonanie przewiązki między słupkami na dwóch wysokościach, ok 40 cm od ziemi i ok. 80 cm od ziemi. Sarny już nie wejdą. Tam gdzie to było możliwe wykorzystałem jako słupki, rosnące drzewa. Zadbałem o to aby nie wiązać folii bezpośrednio do drzew, ponieważ odparzyłoby korę. Do drzew przywiązałem pasy z płótna bawełnianego i dopiero do nich folie. To coś co dobrało się do fasoli to albo zające albo ślimaki. Obstawiam to drugie mniejsze, z nadzieje że zające się chociaż trochę boją tego czegoś foliowego co wisi. Poza tym wydaje mi się że zając zjadłby więcej. Mniejsza o to, ogrodzenie trzeba będzie jeszcze dopracować.

Tymczasem jutro na niedzielne śniadanie twaróg z rzodkiewką. I czekam aż następne dorosną do zbioru.