czwartek, 7 czerwca 2012

Szczególny rodzaj pomidora

Dziś z okazji kolejnego długiego weekendu przyjechali w odwiedziny moi rodzice zobaczyć się ze swoimi wnukami. Przywieźli mi długo oczekiwane sadzonki szczególnego pomidora.

Powiedzmy że w jakiś sposób to pomidor koktajlowy.

Dla mnie historia tego pomidora zaczyna się dobre kilka lat temu i ma związek z moimi studiami. Tak się ułożyło, że miałem dostęp do wielu odmian pomidorów. Były w środ nich małe pomidorki, które wyjątkowo mi zasmakowały. Owoc wielkości wiśni, nierówno dojrzewający, słodkawy. Właściwie pomidor praktycznie niemarketingowy. Dopytałem co to za odmiana. Okazało się że żadna. Ktoś przywiózł nasiona jakiejś odmiany dziko występującej w jakiejś załóżmy puszczy amazońskiej (dokładnego regionu skąd pochodzą te nasiona nie znam). Dostałem zgodę na wzięcie sobie owoców i pozyskanie nasion z racji tego że ta "odmiana" nie jest chroniona żadnym prawem autorskim. (Odmiany warzyw normalnie podlegają rejestracji i ochronie, tak jak np. utwory muzyczne, czy patenty.) W kolejnym sezonie wyhodowałem sobie kilka krzaczków, zostawiając pewną część nasion na następny rok. W kolejnym roku nie posiałem bo po prostu jakoś się to rozeszło. Ku mojemu zdziwieniu pomidorki wysiały się same, nasiona przetrwały zimę, wykiełkowały wiosną i wydały ponownie owoc. Dodatkowo przez lata okazały się bardzo odporne na nasze warunki atmosferyczne. Są dość odporne na choroby grzybowe, przez co nie trzeba ich non stop pryskać i chodzić w koło nich. Od tamtego czasu co roku pomidorki wysiewają się same na ogródku działkowym moich rodziców. Dziś przyjechały wraz z bryłą ziemi dwa krzaczki tego pomidora. Mam nadzieję, że tutaj, na Śląsku Cieszyńskim zadomowi się on tak jak na Równinie Kutnowskiej i że będzie się sam rozsiewał. Oczywiście na wszelki wypadek pobiorę trochę nasion.

Jeśli chodzi o spożycie, to traktuję go jako pomidora sałatkowego, przy czym do sałatek wrzucam całe pomidorki. Najczęściej robię z nimi sałatkę z sałaty lub kapusty pekińskiej, z fetą, ziołami prowansalskimi, cebulą czosnkiem, polane oliwą i octem winnym. Taki patent którego spróbowałem kiedyś na Sycylii i w którym się zakochałem. Zresztą na Sycylii te które tam rosły na polach były podobne w smaku do tych które tutaj opisuję, tylko że większe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz