Trochę szumny tytuł wpisu, tym bardziej że wyhodować rzodkiewkę nie jest wielką trudnością. Poza tym ilość zebranych rzodkiewek też nie jest porażająca. Ale jakby nie patrzeć, cieszę się z tych kilku warzywek, które kosztowały mnie już trochę wysiłku.
Właściwie dzisiaj pojechałem (rowerem) bardziej z myślą żeby zobaczyć czy ogórki i pomidory przeżyły wichury ostatnich dwóch dni. Na szczęście prawie wszystko w porządku. Poza tym że coś obżarło trochę ogórka i liście z kilku roślin fasoli.
Nie zrobiłem ostatnio wpisu, ale postarałem się o pseudoogrodzenie. Temat ogrodzenie męczyłem w głowie od jakiegoś czasu, ponieważ na terenie gdzie mam ogródek, pojawiają się dość często sarny i zające. Rozważałem temat jak ogrodzić najtaniej. Słupki powstały z materiału który leżał w okolicach domu, oczywiście za zgodą właściciela. Pozostał problem co z siatką. Wstępnie obliczyłem że potrzebowałbym ok 40 mb siatki, co dało mi wstępny koszt ogrodzenia ok 120 zł. Trochę dużo. Z pomocą przyszła mi folia stretch. Duża rolka folii w hurtowni papierniczej kosztowała mnie nieco ponad 15 zł. Wystarczyła na wykonanie przewiązki między słupkami na dwóch wysokościach, ok 40 cm od ziemi i ok. 80 cm od ziemi. Sarny już nie wejdą. Tam gdzie to było możliwe wykorzystałem jako słupki, rosnące drzewa. Zadbałem o to aby nie wiązać folii bezpośrednio do drzew, ponieważ odparzyłoby korę. Do drzew przywiązałem pasy z płótna bawełnianego i dopiero do nich folie. To coś co dobrało się do fasoli to albo zające albo ślimaki. Obstawiam to drugie mniejsze, z nadzieje że zające się chociaż trochę boją tego czegoś foliowego co wisi. Poza tym wydaje mi się że zając zjadłby więcej. Mniejsza o to, ogrodzenie trzeba będzie jeszcze dopracować.
Tymczasem jutro na niedzielne śniadanie twaróg z rzodkiewką. I czekam aż następne dorosną do zbioru.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz