środa, 11 lipca 2012

Fasola...duuużo fasoli

Tematem numer jeden w dzisiejszym wpisie jest fasola. Jestem bardzo zadowolony z odmiany, którą kupiłem i zasiałem. Przypominam, nazwa odmiany: "Rocquencourt ST". Bardzo obficie owocuje. Naprawdę mamy sporo fasoli. Oczywiście większość idzie od razu do mrożenia, bo nie jesteśmy w stanie wszystkiego zjeść.

Drugi temat to pomidory i ogórki. Pojawiły się już pierwsze owoce do zbioru. Obstawiałem że wcześniej będzie Kimicic, ale jako pierwsze pojawiły się Krakusy. Słonka odbiła po zimnych ogrodnikach, ale jest trochę w tyle i dopiero pojawiły się na niej kwiaty. Jeśli chodzi o ogórka, to było już takie zamieszanie z ogórkami że ni e do końca wiem które odmiany zaczęły owocować. Wydaje mi się że polan, ale głowy nie dam.

Ostatnie upały na zmianę z burzami sprawiły że wszystko znowu zarasta chwastami. Najbliższe wyjście muszę poświęcić na koszenie. Zastanawiam się też nad przygotowani grządki pod kolejną rzut fasoli oraz trzeba byłoby siać rzodkiew białą i czarną rzepę. Więc będzie co robić w najbliższe dni.

czwartek, 5 lipca 2012

Pierwsze fasolki i ogrom sałaty

Od ostatniej wizyty minęło półtora tygodnia. Ostatni czas był czasem ogromnych upałów, a prawie każdy dzień kończył się burzą. Gdy dotarłem do ogrodu, zastałem ogromne zmiany. Wszystko urosło mega mocno. Zarówno chwasty jak i to co urosnąć powinno. Oczywiście pierwszą rzeczą którą wziąłem kosę i wykosiłem to co się dało wykosić oraz powyrywałem zielska z pomiędzy roślin.

Ostatnio skończyły się rzodkiewki. Teraz mamy wysyp sałaty. Jest jej tak dużo że daję znajomym. Dziś odbył się również pierwszy zbiór fasoli. Ta którą posiałem pierwszą dała całkiem pokaźny plon. Tak która została wysiana jako druga właśnie zaczyna kwitnąć.

Bardzo urosły dyniowate. Cukinie i kabaczki obficie kwitną. Na arbuzie jest już zawiązka owocu. Pomidory już wcześniej zawiązały owoce, ale teraz zaczynają mieć tak dużo owocu, że musiałem je solidnie powiązać do podpór. Kwitnie też ogórek. Powoli rosną pory i selery, oraz marchew i buraki. Wyrywając chwasty odkryłem kilka roślinek majeranku, a więc jednak coś wzeszło. Moje mini pomidorki zaczynają być sporymi krzakami i pojawiają się na nich pierwsze kwiatki.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

praca i zbiory

Dziś wybrałem się na krótko. W nocy znowu padało więc wybrałem się na poskramianie ślimaków. Ostatnia walka z tym śliskim szkodnikiem przyniosła pewne efekty, bo dziś było ich znacznie mniej. Chwasty spryskane wokół ogrodu zaczynają żółknąć i znacznie się przerzedziły.

Powyrywałem trochę chwastów, zebrałem sałaty, koperku i trochę czereśni z sadu na którego tyłach znajduje się mój ogród.

Pomidory. Czekam na nie niecierpliwie. Najpierw pojawiły się Krakusy, które posadziłem w akcie desperacji, żeby coś rosło w miejscu pożartych ogórków. Następny w kolejności jest Kmicic (na zdjęciu). Na Słonkę jeszcze czekam. Musiała się pozbierać po przemarznięciu, ale zaczęła wypuszczać już pierwsze kwiaty. Pewnie niedługo pojawią się na krzakach zielone owoce. Zobaczymy też co pierwsze dojrzeje. Stawiam na Kmicica, patrząc na jego szybki wzrost i na to jak goni Krakusa.

sobota, 23 czerwca 2012

Po długim czasie

Ostatnio dość mocno zaniedbałem pisanie.

Właściwie rozpoczęło się od tego że przez około tydzień padało, właściwie codzienne. Do tego nałożyło mi się sporo pracy zawodowej i jakoś ogród poszedł w odstawkę.

Fakt, byłem kilka razy patrzeć co się dzieje. Zazwyczaj moja wizyta ograniczała się do zbioru rzodkiewki, zebrania kilku sałat, bo już się zaczęły robić duże, powyrywania trochę chwastów oraz wymordowanie ślimaków które znalazłem.

Ślimaki to niestety plaga. Jedzą wszystko. Część ogórków i dyniowatych które ostatnio wysadziłem jest mocno uszkodzona lub całkowicie zniszczona. Muszę rozejrzeć się za jakąś chemią do zwalczania.

Rzodkiewki właściwie już się skończyły. Resztę co została musiałem wyrzucić, bo przerosły i przestały nadawać się do spożycia.

Pomidory zawiązały pierwsze owoce. Na zdjęciu powyżej Krakus. Pojawiły się też pierwsze truskawki. Niestety z racji bezsłonecznej pogody nie były smaczne.

Drugi wysiew fasoli bardzo ładnie skiełkował i goni tą wysianą najwcześniej. Wykiełkowała również siedmiolatka.

Obecnie praca polega głównie na wyrywaniu zielska oraz zwalczaniu ślimaków, które są plagą. Jest ich mega dużo i niszczą wszystko doszczętnie. Rozpocząłem od zrobienia pasu herbicydowego, czyli pasa wokół ogrodu gdzie nie będzie chwastów, traw ani innych roślin. Chodzi o to żeby nie miały schronienia. Zwalczam je mechanicznie zbierając i rozdeptując, ale nie jestem w stanie być wystarczająco często w ogrodzie żeby być w 100% skutecznym. Dlatego też muszę pomyśleć o dodatkowych działaniach. Jakich jeszcze nie wiem.

sobota, 9 czerwca 2012

Pożegnanie z Helą F1 i nowe zakupy

Dzisiejsza wizyta w ogrodzie przyniosła zasmucenie. Coś zżarło mi ogórki Hela F1 które wykiełkowały. Zając, ptaki albo ślimaki. Z Tej odmiany już raczej w tym roku nic nie będzie, po po pierwsze słabo skiełkowały, a po drugie to co urosło zostało zjedzone.

Dzisiejsza poranna wizyta na targu, a późniejsza w sklepie ogrodniczym przyniosła spore zakupy. Od rana zakupiłem kilka sadzonek dyni i cukinii oraz kabaczków. w sumie chyba 8 lub 9. Dodatkowo 3 sadzonki ogórka i 3 papryki. Z tą papryką to zobaczymy co wyjdzie bo to roślina ciepłolubna i raczej na szklarnie niż na uprawę w gruncie. Ale podobnie jak z arbuzem, będziemy doświadczać czy coś z tego będzie czy nie. Dodatkowo jeszcze dwa pomidorki Krakus.

Dużym zakupem była grusza azjatycka. Udało mi się dostać odmianę Hosui. Moją ulubioną jest Shinsei, ale niestety nie było. Zresztą trudno dostać drzewka owocowe w donicach, a powiedzmy sobie szczerze nie ma teraz sezonu na drzewka owocowe. Grusza azjatycka jest o tyle ciekawa, że nie biorą jej żadne szkodniki ani choroby w naszym klimacie. Jest odporna na nasz mrozy i przymrozki. Zapyla się normalnie z naszymi gruszkami, np z konferencją. Owoc w kształcie jabłek, z gładką skórką, bardzo soczysty i aromatyczny, bez komórek kamiennych jak w normalnej gruszce.

Wapno tlenkowe. Wapno można kupić jako wapno węglanowe lub tlenkowe. Wapno węglanowe jest bezpieczniejsze do stosowania i można stosować jako nawóz. Wapno tlenkowe w sumie też, ale ja bym się na to nie odważył, bo można popalić rośliny. Ja wapna użyłem do przyspieszenia przerabiania kompostu, który odkładam. Wapno tlenkowe jest żrące, w połączeniu z wodą powstaje z niego wodorotlenek wapnia. Kolejnym pierwiastkiem potrzebnym do przetwarzania kompostu jest azot. Niestety nawóz azotowy był tylko w wielkich opakowaniach po 25 kg, a tyle aż nie jest mi potrzebne.

czwartek, 7 czerwca 2012

Szczególny rodzaj pomidora

Dziś z okazji kolejnego długiego weekendu przyjechali w odwiedziny moi rodzice zobaczyć się ze swoimi wnukami. Przywieźli mi długo oczekiwane sadzonki szczególnego pomidora.

Powiedzmy że w jakiś sposób to pomidor koktajlowy.

Dla mnie historia tego pomidora zaczyna się dobre kilka lat temu i ma związek z moimi studiami. Tak się ułożyło, że miałem dostęp do wielu odmian pomidorów. Były w środ nich małe pomidorki, które wyjątkowo mi zasmakowały. Owoc wielkości wiśni, nierówno dojrzewający, słodkawy. Właściwie pomidor praktycznie niemarketingowy. Dopytałem co to za odmiana. Okazało się że żadna. Ktoś przywiózł nasiona jakiejś odmiany dziko występującej w jakiejś załóżmy puszczy amazońskiej (dokładnego regionu skąd pochodzą te nasiona nie znam). Dostałem zgodę na wzięcie sobie owoców i pozyskanie nasion z racji tego że ta "odmiana" nie jest chroniona żadnym prawem autorskim. (Odmiany warzyw normalnie podlegają rejestracji i ochronie, tak jak np. utwory muzyczne, czy patenty.) W kolejnym sezonie wyhodowałem sobie kilka krzaczków, zostawiając pewną część nasion na następny rok. W kolejnym roku nie posiałem bo po prostu jakoś się to rozeszło. Ku mojemu zdziwieniu pomidorki wysiały się same, nasiona przetrwały zimę, wykiełkowały wiosną i wydały ponownie owoc. Dodatkowo przez lata okazały się bardzo odporne na nasze warunki atmosferyczne. Są dość odporne na choroby grzybowe, przez co nie trzeba ich non stop pryskać i chodzić w koło nich. Od tamtego czasu co roku pomidorki wysiewają się same na ogródku działkowym moich rodziców. Dziś przyjechały wraz z bryłą ziemi dwa krzaczki tego pomidora. Mam nadzieję, że tutaj, na Śląsku Cieszyńskim zadomowi się on tak jak na Równinie Kutnowskiej i że będzie się sam rozsiewał. Oczywiście na wszelki wypadek pobiorę trochę nasion.

Jeśli chodzi o spożycie, to traktuję go jako pomidora sałatkowego, przy czym do sałatek wrzucam całe pomidorki. Najczęściej robię z nimi sałatkę z sałaty lub kapusty pekińskiej, z fetą, ziołami prowansalskimi, cebulą czosnkiem, polane oliwą i octem winnym. Taki patent którego spróbowałem kiedyś na Sycylii i w którym się zakochałem. Zresztą na Sycylii te które tam rosły na polach były podobne w smaku do tych które tutaj opisuję, tylko że większe.

środa, 6 czerwca 2012

Zakupy - cukinia, patison, truskawki i arbuz

Od samego rana odbyłem wycieczkę na targ. Poza warzywami do konsumpcji, które są dużo tańsze i lepiej wyglądające zakupiłem 3 sadzonki cukini, 3 patisona (odmiana dyni) oraz jedną arbuza. Arbuza kupiłem bardziej doświadczalnie, bo nie wiem czy zdąży w naszym krótkim okresie wegetacyjnym dojrzeć. Cukinie i patisony natomiast dlatego, że ta które zasiałem jeszcze nie wzeszły. Siałem pod koniec kwietnia, a mamy początek czerwca. Nie wiem czy wzejdą. Podobnie kiepsko kiełkuje ogórek. Wydaje mi się że ziemia trochę za ciężka i to jest powód. Doświadczenie na przyszłość, aby w gniazda gdzie sieję dodawać czegoś co rozluźni ziemię, np torfu odkwaszonego i przemieszać.

Drugim zakupem dzisiejszego dnia był dziesięciopak sadzonek truskawki odmiany korona. Ten zakup robiłem już w markecie budowlanym na dziale ogród. Dlaczego wybrałem tą odmianę? Powód banalny. Niestety w marketach słabo się dba o rośliny i często padają. Skoro płacę za 10 roślin to chcę mieć 10. Wśród odmian które były do wyboru, chyba tylko korona miała po 10 roślin w opakowaniu. To może też sugerować, że jest na tyle odporna na niekorzystne warunki jakie może spotkać w markecie.

Z roślinami wybrałem się do ogrodu ok 18, dotarłem pewnie koło 19. Wysadziłem wszystko co miałem, zebrałem trochę rzodkiewki. Przy okazji sprawdziłem pułapkę na ślimaki, skuteczność 3 szt. Inne były zainteresowane kupą kompostową, na której lądują resztki z kuchni, więc je też wyłapałem. (Pewnie nie przepadają za tanim piwem i wolą jeść resztki niż pić takie coś.) Przyszła też sarna i to na niewielką odległość. Na szczęście moje ogrodzenie z folii stretch na razie chroni uprawę przed tym szkodnikiem. Ogrodzenie z folii stretch ma jeszcze jedną ciekawą właściwość. Gromadzi wodę deszczową w postaci baniek wody znajdujących się w załamaniach folii. Bardzo przydatna funkcja, chciciażby do umycia rąk po pracy, jeśli ogród jest w szczerym polu.

wtorek, 5 czerwca 2012

Pada i pada (ochrona przeciw grzybom i ślimakom)

Od ponad 48 godzin pada.

Od ponad 24 godzin myślę o miedzianie

Miedzian to zielononiebieska substancja służąca do oprysków przeciwko grzybom. Ma bardzo szerokie zastosowanie w ogrodnictwie. Do oprysków drzewek na początku marca, do ochrony drzew w sezonie wegetacyjnym, do ochrony innych roślin, takich jak ogórki i inne dyniowate, psianki w tym ziemniak i pomidor.

Długo utrzymująca się wilgotność sprzyja rozwojowi chorób grzybowych. Moje ogórki i pomidory są jeszcze młode, ale trzeba o nie zadbać. Dlatego też jak tylko przestanie padać idę robić oprysk.

Wczoraj imo deszczu wybrałem się do ogrodu. Wcześniej przygotowałem z tego co miałem pułapkę na ślimaki. Potrzebne mi były słoik pojemności ok 1l, plastikowa butelka typu PET 1,5 l z przewężeniem w połowie wysokości i trochę taśmy samoprzylepnej. Wykonanie pokazane i opisane poniżej.

Butelkę plastikową przecinam poniżej zwężenia. Powyżej zwężenia, ale tak aby butelka nadal działała jak daszek wycinam otwory średnicy 3-4 cm tak żeby ślimak mógł wejść. (Łapię ślimaki bez skorupek więc ta średnica wystarczy.) Butelkę nakładam na słoik i przytwierdzam ją taśmą klejącą. Całość zakopuję tak aby wlot słoika i otwory były minimalnie nad ziemią. (Nie chcę aby wlewała się do niego woda.) Do wkopanego słoika wlewam piwo, to jest mój wabik na ślimaki. Ślimaki lubią piwo, więc przychodzą i upijają się, a gdy są już pijane, wpadają do piwa i się topią.

To oczywiście w teorii. Jak będzie w praktyce, zobaczymy w najbliższych dniach.

niedziela, 3 czerwca 2012

Drugi siew fasoli + siedmiolatka

Dziś wybrałem się bardziej na spacer niż do pracy. Zabrałem ze sobą nasze starsze dziecko, które ochoczo pomagało mi w tym co robiłem, chociaż nie do końca w sposób jaki bym chciał. Cóż, ma dopiero dwa lata i przed Nią wiele rzeczy do odkrycia i poznania. Dlatego tym bardziej chcę pokazywać dzieciom różne rzeczy, a dla dziecka miastowego z bloku, nie lada atrakcją są kury, kaczki i inne zwierzaki, których na co dzień nie widuje. A już szczególną atrakcją jest gdy np koło kaczki biega stadko żółtych pisklaków. Oczywiście te zwierzęta podglądamy po drodze do naszego ogrodu.

Ziemię pod siew miałem przygotowaną już wczoraj. Dziś wystarczyło zrobić rowki, rozsiać nasiona i przysypać. Zasiałem dokładnie tą samą odmianę co poprzednio czyli "Rocquencourt ST". Ostatnio siałem 6 maja, dziś mamy 3 czerwca, więc około miesiąca różnicy. Dzięki takiemu rozłożeniu siewu w czasie, uzyskam plon rozłożony w czasie, dzięki czemu nie będzie problemu że nie ma co robić ze zbyt dużą ilością fasoli, lub że przerośnie, a potem szybko się skończy.

Poza fasolą wysiałem też Cebulę siedmiolatkę odm. "Freddy ST." Posiałem ją we wspólnych rzędach z fasolą. Myślę że si nie pogryzą. Siedmiolatka jest rośliną wieloletnią i mrozoodporną więc zostaje na następny rok, fasola po sezonie wylatuje, więc aby nie uszkodzić cebuli będę musiał fasolę zamiast wyrywać wyciąć. Dzięki temu też zostaną w glebie korzenie z bakteriami brodawkowymi. Liczę w ten sposób na dodatkowy azot i bujny wzrost zielonego szczypioru.

Przyjrzałem się dzisiaj jeszcze raz tym pogryzionym ogórkom i fasoli. Ewidentnie to robota ślimaków, bo są ślady tej mazi którą wytwarzają aby się poruszać. Ślimaki które występują tutaj najczęściej, to śliniki luzytańskie. Takie wielkie, brązowe bez skorupki. Po deszczu wyłażą ich tysiące. Pierwszą rzeczą którą zrobiłem jeszcze dziś, to potraktowałem okoliczne trawy herbicydem, żeby nie miały schronienia. Po powrocie do domu poczytałem trochę o zwalczaniu tych ślimaków. Co ciekawe bardzo lubią piwo. Wystarczy wkopać słoik, napełnić piwem, nad słoikiem wykonać jakiś daszek, żeby nie wlatywała do środka woda i nie rozcieńczała trunku. Ślimak zwabiony zapachem przychodzi, pije a gdy jest pijany wpada do piwa i się topi. Swoją drogą to potwierdzenie tezy że alkohol może być przyczyna śmierci. Trzeba będzie spróbować tej metody walki z tym szkodnikiem.

sobota, 2 czerwca 2012

Pierwsze zbiory

Trochę szumny tytuł wpisu, tym bardziej że wyhodować rzodkiewkę nie jest wielką trudnością. Poza tym ilość zebranych rzodkiewek też nie jest porażająca. Ale jakby nie patrzeć, cieszę się z tych kilku warzywek, które kosztowały mnie już trochę wysiłku.

Właściwie dzisiaj pojechałem (rowerem) bardziej z myślą żeby zobaczyć czy ogórki i pomidory przeżyły wichury ostatnich dwóch dni. Na szczęście prawie wszystko w porządku. Poza tym że coś obżarło trochę ogórka i liście z kilku roślin fasoli.

Nie zrobiłem ostatnio wpisu, ale postarałem się o pseudoogrodzenie. Temat ogrodzenie męczyłem w głowie od jakiegoś czasu, ponieważ na terenie gdzie mam ogródek, pojawiają się dość często sarny i zające. Rozważałem temat jak ogrodzić najtaniej. Słupki powstały z materiału który leżał w okolicach domu, oczywiście za zgodą właściciela. Pozostał problem co z siatką. Wstępnie obliczyłem że potrzebowałbym ok 40 mb siatki, co dało mi wstępny koszt ogrodzenia ok 120 zł. Trochę dużo. Z pomocą przyszła mi folia stretch. Duża rolka folii w hurtowni papierniczej kosztowała mnie nieco ponad 15 zł. Wystarczyła na wykonanie przewiązki między słupkami na dwóch wysokościach, ok 40 cm od ziemi i ok. 80 cm od ziemi. Sarny już nie wejdą. Tam gdzie to było możliwe wykorzystałem jako słupki, rosnące drzewa. Zadbałem o to aby nie wiązać folii bezpośrednio do drzew, ponieważ odparzyłoby korę. Do drzew przywiązałem pasy z płótna bawełnianego i dopiero do nich folie. To coś co dobrało się do fasoli to albo zające albo ślimaki. Obstawiam to drugie mniejsze, z nadzieje że zające się chociaż trochę boją tego czegoś foliowego co wisi. Poza tym wydaje mi się że zając zjadłby więcej. Mniejsza o to, ogrodzenie trzeba będzie jeszcze dopracować.

Tymczasem jutro na niedzielne śniadanie twaróg z rzodkiewką. I czekam aż następne dorosną do zbioru.

niedziela, 27 maja 2012

wizyta któraśtam

Dziś po 18 ruszyłem stronę ogrodu. Posadzone ostatnio ogórki (polan F1) i pietruszka wymagały podlania i to koniecznie. Przy okazji zrobiłem kilka zdjęć tego co się dzieje:

  • na pomidorach Kmicic pojawiły się pierwsze kwiatki.
  • ogórki Hela F1 zaczynają kiełkować
  • przemarznięte pomidory słonka zaczynają odbijać, co bardzo mnie cieszy.
  • fasola bardzo ładnie wzeszła i równo rośnie
  • sałata, rzodkiewka wzeszła dość gęsto i szybko rośnie, niedługo będą pierwsze zbiory
Poza doglądaniem roślin, podlewaniem i pracami porządkowymi czas rozpocząć grodzenie się przed zwierzyną typu sarny i zające, które czyhają aby pożreć to co wyrasta. Zacząłem osadzać słupki, z różnego rodzaju materiału znajdującego się w okolicy gospodarstwa, który nadaje się w jakiś sposób na słupki ogrodzeniowe. Dalsza część grodzenia już niedługo.

środa, 23 maja 2012

Jagoda kamczacka i ogórki

Będąc na spacerze z dziećmi, przechodziłem koło pewnego sklepu ogrodniczego na Mnisztwie. Byłem w nim kilka lat temu i pamiętałem, że wtedy był fajnie wyposażony. Skoro już się znalazłem w jego okolicach, postanowiłem skręcić w uliczkę i zobaczyć co mają. Zrobiłem niewielkie zakupy.

Rozpocznę od pietruszki. Ta którą siałem jakiś czas temu, to zwykła pietruszka korzeniowa. Dziś zakupiłem wyhodowaną w doniczce pietruszkę naciową. Wytwarza ona dużo więcej zielonego niż korzeniowa, u moich rodziców zawsze zimowała, więc wczesną wiosną mogliśmy mieć już gdy tylko stopnieje śnieg, zielone listki pietruszki do jedzenia. Czy przezimuje w górach, zobaczymy.

Drugim moim zakupem były sadzonki ogórka odmiany Polan. Te które zasiałem tydzień temu, wzejdą za jakiś czas. Ponieważ chciałbym móc jak najwcześniej mieć ogórki i dodatkowo cieszyć się nimi jak najdłużej, postanowiłem zakupić dwie sadzonki ogórka, bo one na pewno wcześniej wejdą w owocowanie. Poza tym nasiona Heli F1 które siałem nie były chyba zaprawiane, więc wogóle nie wiem czy coś z nich będzie, ale to się okaże. Polan (Polan F1), podobnie jak Hela F1 jest również mieszańcem heterozyjnym. Odmiana bardzo plenna, polecana w uprawie amatorskiej, odporna na parcha dyniowatych. Cena sadzonki to 1,50 zł/szt.

Hitem dzisiejszych zakupów są jagody kamczackie których szukałem od pewnego czasu. Jakiś czas temu znalazłem w markecie budowlanym w dziale ogród ale koszt jednej rośliny to 15 zł. Dziś znalazłem po 9 zł/szt. Różnica znaczna, tym bardziej, że aby jagoda kamczacka dała owoc, muszą być posadzone obok siebie co najmniej dwie rośliny i w dodatku muszą być innych odmian. To takie naturalne zabezpieczenie przeciwko zapyleniu się rośliny własnym pyłkiem. Jagoda kamczacka jest rośliną dającą owoc trochę podobny do borówki amerykańskiej. Jednak w moim przekonaniu bije borówkę amerykańską w każdym aspekcie. Na wolności krzew ten występuje w Azji i na północy Europy. Dlatego też nie straszne są mu nasze mrozy. Bardzo wcześnie wypuszcza pączki. Owocuje wcześniej niż truskawki, owoce obniżają ciśnienie, oczyszczają organizm z toksyn, zawierają szereg witamin i minerałów. Nadają się zarówno do spożycia na surowo jak i na przetwory. My poza spożyciem na świeżo, robimy z owoców jagody kamczackiej dżem, ale można ją jeszcze suszyć, a z suszu robić herbatki owocowe. Krzew rośnie do około 2 m średnicy, więc sadzić go trzeba minimum co 2 m. Ma bardzo ładny zwarty kulisty pokrój, nadaje się wiec również jako roślina ozdobna. Ma dużo mniejsze wymagania niż borówka amerykańska. Nie wymaga specjalnie przygotowanej i zakwaszonej gleby. Nie wymaga specjalnego nawożenia, wystarczy co 2-3 lata trochę rozłożonego obornika lub przerobionego kompostu. Rozmnażam je na wiosnę przez odkłady poziome, czyli odginam jakąś gałązkę i przyginam do ziemi i przyciskam cegłą, sadzonka będzie do wzięcia na wiosnę za rok. (Zwykłą cegłą ceramiczną, cegła bardzo dobrze utrzymuje wilgoć, więc jest idealna do tego. Można oczywiście pod cegłą jeszcze obsypać troszkę torfem lub inną żyzną i lekką ziemią która dobrze trzyma wilgoć, na pewno nie zaszkodzi a pomoże.) Jeszcze raz przypomnę,że aby owocowały, muszą być minimum dwie odmiany rośliny, bo zapylają się krzyżowo.

wtorek, 22 maja 2012

Podlewać czy nie podlewać?

Popołudniowo-wieczorna wycieczka do ogrodu. Poszedłem sprawdzić w jakim stanie są rośliny które ostatnio wysadziłem. Idąc spodziewałem się, że będzie trzeba trochę popodlewać. Gdy dotarłem na miejsce stwierdziłem że sadzonki mają się całkiem nieźle. Nie są przywiędnięte. Mógłbym je podlać, przecież nic by się nie stało, a jednak zrezygnowałem z tego zabiegu. Powód jest bardzo prosty. Roślina która ma łatwy dostęp do wody, nie czuje potrzeby wytwarzania rozbudowanego systemu korzeniowego. Nie jest jej to potrzebne, bo przecież nie musi szukać wilgoci w głębszych warstwach ziemi. Dlatego o ile to możliwe, staram się podlewać tylko wtedy kiedy to konieczne. Na pewno konieczne będzie to w pełni owocowania, oraz wtedy gdy widzę że roślina sobie nie radzi. Ale puki nie wygląda źle, nie będę mądrzejszy od matki natury i nie będę jej pomagał.

Przy okazji będąc przy temacie podlewania, najlepszym czasem na podlewanie roślin jest wg mnie wieczór. Podlewanie w ostrym słońcu może spowodować, że woda skraplająca się na liściach zadziała jak soczewka i nastąpi poparzenie roślin. Drugi powód to tzw transpiracja, czyli wyparowywanie wody z rośliny przez przetchlinki. Przetchlinki to takie małe otwory w liściach, którymi roślina odparowuje wodę, dzięki odparowaniu w roślinie wytwarza się podciśnienie co pomaga jej pobrać nową wodę z gleby wraz ze składnikami mineralnymi. Przetchlinki są wyposażone w mechanizm otwierająco-zamykający. Gdy jest susza, roślina zamyka je, aby ograniczyć utratę wody, natomiast przy dużej wilgotności pozostają otwarte. Jeżeli mamy upał, a roślina dostanie wody na liście, dostanie też fałszywy sygnał, że jest wilgotno. Otwiera wtedy swoje przetchlinki, następuje nadmierna transpiracja (utrata wody), a konsekwencje tego mogą być bardzo niefajne. Tak więc dobrze podlewać albo bardzo bardzo wcześnie rano, albo wieczorem, już przy zachodzie słońca. A że wczesne wstawanie nie jest moją mocną stroną, dlatego uważam za najlepszą porę godziny wieczorne.

niedziela, 20 maja 2012

Niekompetencja organizatorów akcji Piosęki

W cieniu 27 stopni. Upał daje się we znaki. Dziś do południa wysadziłem wczorajsze zakupy, czyli 3 krzaczki pomidora Kmicic oraz sadzonkę rabarbaru.

Jakiś czas temu wziąłem udział w akcji organizowanej przez jednego z operatorów pocztowych o nazwie Piosęki. Akcja z założenia bardzo fajna, miała na celu darmowe rozdystrybuowanie sadzonek drzew. Do wyboru był klon, dąb, buk i jodła. Ja wybrałem iglaczka. Jak napisałem idea bardzo fajna, ale wykonanie trochę kiepskie. Mamy teraz drugą połowę maja, rośliny są w pełni wegetacji. Myślałem że sadzonki które są rozsyłane, będą roślinami hodowanymi w wielodoniczkach lub doniczkach tekturowych ulegających rozkładowi po wsadzeniu do ziemi. Tymczasem rośliny wysłane przez organizatorów,w środku sezonu wegetacyjnego zostały wykopane z ziemi i wysłane bez żadnego zabezpieczenia korzeni przed wyschnięciem, bez odrobiny ziemi czy torfu który mógłby zapewnić roślinie wilgoć. (Roślina owinięta była w kawałek czarnej agrowłókniny i włożona do pudełka. Świadczy to o zupełnym braku wiedzy organizatorów akcji. Aż boję się myśleć w jakim stanie muszą dochodzić do nowych właścicieli drzewka liściaste, które jeszcze szybciej tracą wodę.) Moja jodełka wygląda na trochę przywiędniętą. Rozpocząłem próby jej ocalenia. Zacząłem od nazbierania do dużej donicy próchnicznej gleby spod innych iglaków. (świerków i sosen) Zbierając ziemię użyłem swojego nosa żeby sprawdzić czy to co zbieram pachnie grzybem, pleśniami itp. Drzewa iglaste żyją w symbiozie z grzybnią zawartą w ziemi, grzyby pomagają im pobierać składniki pokarmowe z gleby i wodę zwiększając w ten sposób zasięg korzeni drzewa. Ponieważ moja jodełka została wyrwana ze swojego środowiska i pozbawiona symbiotycznych organizmów, dlatego staram się jej jak najszybciej przywrócić je. Donicę zadołowałem w zacienionym miejscu między drzewami w sadzie i okołkowałem. Po zadołowaniu obficie podlałem z nadzieją że nie straciła zbyt wiele wody i że przeżyje. Poza zadbaniem o odpowiednią wilgotność podłoża, rozwój symbiotycznej grzybni i chronieniem przed bezpośrednim nasłonecznienie niewiele teraz mogę zrobić. Pozostaje czekać, może przeżyje. Oczywiście dziękuję organizatorom akcji za drzewko.

sobota, 19 maja 2012

Majowe przymrozki czyli spóźnieni zimni ogrodnicy

Wczoraj późnym popołudniem wybrałem się do ogrodu ocenić straty spowodowane przez przymrozek. Niestety to czego się obawiałem stało się i moje pomidory znacznie ucierpiały.

Przyznam że zupełnie zapomniałem o "Zimnych ogrodnikach". Zresztą na nich i tak było już trochę za późno. Planowo powinni być:
-12 maja - Pankracy
-13 maja - Serwacy
-14 maja - Bonifacy
-15 maja - zimna Zośka
To takie specyficzne zjawisko klimatyczne, które daje się we znaki co roku sadownikom i plantatorom. W wyniku utrzymywania się wyżu barycznego nad Europą środkową i wschodnią następuje zmiana cyrkulacji powietrza. W efekcie słabnięcia wyżu, przychodzi niż baryczny, a wraz z nim zaczyna napływać zimne powietrze z obszarów polarnych.

Dzisiejsza noc była już łagodniejsza a dzień? Upał od samego rana. Mimo tego wyruszyłem na targ aby kupić nowe krzaczki pomidora. Choć mimo wszystko mam jeszcze cichą nadzieję, że z tych zmarzniętych coś jeszcze będzie. Przynajmniej z jednego, który wczoraj nie wyglądał tragicznie. Odmiany Słonka F1 nie udało mi się dostać. Musiałem zadowolić się odmianą Kmicic. Kmicic jest odmianą średnio wczesną i niestety samokończącą. Oznacza to że po wydaniu pewnej ilości owoców, na krzaku nie pojawią się już następne kwiatki a z nich zawiązki i owoce. Owoce niewielki 50-60 g, z dużą ilością witaminy C. Moim zdaniem odmiana fajna na przetwory, np pomidory w całości zalewane przecierem i pasteryzowane, lub po prostu na przecier. Zresztą jest to pomidor przemysłowy, używany do wytwarzania koncentratów, ketchupów itp. Bardzo smaczny przy spożyciu na surowo. Dla mnie jego minusy to fakt tego że to odmiana samokończąca, oraz tego że nie jest to mieszaniec heterozyjny.

Poza pomidorami kupiłem rabarbar. Jest to moim zdaniem niedoceniona roślina. Używamy jej bardzo dużo na kompot, do ciasta z rabarbarem, ale najlepszą rzeczą którą z tego można zrobić to dżem rabarbarowo-waniliowy. W Polsce nigdy nie udało mi się go kupić, więc parę lat temu po prostu zacząłem samemu przetwarzać ogonki liściowe rabarbaru. Jedyny minus tego dżemu jest taki że za szybko znika, a do jego wytworzenia trzeba naprawdę sporo rabarbaru.

Poza złymi wiadomościami o przymrozkach, jest trochę dobrych. Zaczęły się wschody fasoli. Trochę czasu poświęciłem na walkę z chwastami. Ponieważ nie chcę uszkadzać wschodzących roślin grzebiąc w ziemi i wyrywając, a chwasty zaczęły być już spore, rozrobiłem niewielką ilość herbicydu nieselektywnego i pędzelkiem nanosiłem roztwór na te rośliny które chcę wyeliminować. Chodzi mi w tym momencie głównie pięciorniki i perz, dla których to pole jest w pewien sposób naturalnym siedliskiem i czują się tam po prostu doskonale jako rośliny rodzime, przyzwyczajone do tych warunków.

Chodząc do ogrodu, jakiś czas temu zaobserwowałem że w jednym z przydrożnych rowów rosną dzikie lub zdziczałe poziomki. Skoro dały sobie radę w tym rowie, walcząc o światło i składniki pokarmowe z innymi rodzimymi roślinami takimi jak trawy, powinny dać sobie radę i u mnie. Wykopałem kilka krzaczków razem ze sporą bryłą ziemi tak aby nie uszkodzić systemu korzeniowego. Większość z nich kwitnie, niektóre mają już zawiązki. Generalnie powinienem teraz poobrywać kwiaty i zawiązki aby roślina skupiła się nie na wydaniu owocu ale na przyjęciu w nowym miejscu, ale że przesadziłem z bryłą ziemi, moje poziomki nie powinny wcale odczuć przesadzania.

Trzeba jeszcze zaplanować wyjście i wysadzenie dzisiejszych zakupów. Ale jak wyjrzę za okno na ten upał, to aż się odechciewa wyjścia z domu.

czwartek, 17 maja 2012

Pierwsze wschody

Dziś wybrałem się wysadzić te rośliny, które wczoraj zakupiłem na targu. Wziąłem też ze sobą nasiona ogórka. Jest po 15 maja, więc teoretycznie pomidory można już wysadzać do gruntu a ogórka siać bezpośrednio na polu.

Gdy dotarłem do mojego ogrodu, zobaczyłem że pierwsze zasiewy właśnie wschodzą. Bardzo licznie wzeszła rzodkiewka, pojedyncze sałaty. Z roślin które posiałem w rzędach kiełkują dość ładnie buraki. Aż się dziwiłem, gdy zobaczyłem skiełkowaną marchew. Ta roślina kiełkuje bardzo długo i nie spodziewałem się jej jeszcze.

Rozpocząłem prace które na dzisiaj zaplanowałem. Powysadzałem w sumie 30 porów, 10 selerów i 3 pomidory oraz zasiałem 8 gniazd ogórka. Ogórek którego nasiona kupiłem to HELA F1. Kolejny mieszaniec heterozyjny. W naszym domu spożywamy bardzo dużo kiszonej kapusty i ogórków domowej produkcji. (Kapusta i ogórki mogą być kiszone lub kwaszone, ale to nie to samo. Dodatkowo ogórki mogą być jeszcze konserwowe w zalewie octowej.) Odmiana ta powinna mieć owoc prosty i długi co idealnie predystynuje go do wkładania w słoiki. Oczywiście jeśli kwiat będzie dobrze zapylony, bo jeśli pozostanie niedopylony, to nawet ogórki odmian o najprostszych owocach będą się skręcać.

Wracałem do domu w godzinach wieczornych. Temperatura na zewnątrz wynosi w tej chwili 4 stopnie. Patrzyłem na ICM i przewidują przymrozek. Mam nadzieję że synoptycy się mylą, oraz że ani moim pomidorom, ani zawiązkom na drzewach spadek temperatury nie zaszkodzi i że nie pomarzną.

środa, 16 maja 2012

Sadzonki kupione :)

Dziś pogoda nie zachwyca ale nie przeszkodziła w pójściu na targ. Tak jak myślałem, było wielu sprzedających. Pojawił się jednak problem, bo poza tym że wszyscy praktycznie mięli to samo, to większość nie wiedziała co sprzedaje. Dla niektórych pomidor to pomidor, a jaka odmiana? Wczesny!

Sprzedawców wybieram patrząc na ich ręce. Jeśli widzę kogoś z wypielęgnowanymi dłońmi, wiem że raczej nie pracuje w polu przy roślinach i niewiele mi o nich powie. Najczęściej to pośrednicy, którzy w nocy kupują na giełdzie towarowej i w dzień sprzedają. Staram się kupować od rolników. Bardzo często sprzedają nadwyżki tego co sami wyhodują dla siebie, a co nie zmieściło się na ich polu. Dodatkowo mijając pośredników, mam taniej. No i po prostu lubię kupować od rolników.

Kupiłem kilka rzeczy.

Seler w sumie nie bardzo wiem jaki. Wziąłem 10sadzonek, na próbę jak będą się zachowywać w tak ciężkiej ziemi. Zawsze jeśli nie uda się korzeń, mogę użyć nać, którą można wykorzystać zarówno świeżą jak i zasuszyć i przechować na zimę. Cena 0,40 pln/szt.

Por Tutaj też pojawił się problem co to za odmiana. Wybrałem dwa rodzaje. Dziesięć sadzonek wczesnego wydłużonego oraz dwadzieścia późnego zimującego. Ten zimujący jest bardzo fajny, bo gdy tylko w zimie na chwilę puści mróz i daje się go wykopać, mamy świeże warzywo. Cena 0,40 pln/szt.

Pomidor Z tego zakupu chyba jestem najbardziej zadowolony, bo wiem co kupiłem. Etny niestety nie udało się dostać, ale za to jedna z przekupek miała Pomidor Słonka F1. (Co znaczy F1 wyjaśniałem już we wcześniejszym artykule, ale przypomnę. Jest to oznaczenie mieszańca heterozyjnego, samo F1 oznacza że jest to pierwsze pokolenie. Mieszańce heterozyjne charakteryzują się wyższą odpornością na niekorzystne warunki, oraz wyższą plennością.) Słonka jest odmianą nadającą się zarówno do późnej hodowli szklarniowej jak i do wczesnej gruntowej. Charakteryzuje się średnią siłą wzrostu, obficie owocuje na gęsto rozmieszczonych gronach. Owoc około 125 g więc nie mały ale i nie wielki, dobrze znosi transport, kształt lekko spłaszczony z niewielkim żebrowaniem, dobrze wybarwiony a co ważne bez piętki. (Piętka to jest to coś czasem zielone, przy szypułce, twarde i nienadające się do zjedzenia.) Termin wysadzania do gruntu po 15 maja. Bardzo ważną cechą odmiany Słonka F1 jest odporność na wirusa mozaiki tytoniu oraz brunatną plamistość liści pomidora. Zapłaciłem 2 pln/szt. Kupiłem 3 krzaczki.

sobota, 12 maja 2012

Pomidory - baza wiedzy

Dziś po kilku dniach słonecznych znowu opady. Z jednej strony się cieszę, niech popada. Z drugiej nie ukrywam, że pokrzyżowało mi to trochę plany. Dziś w Cieszynie dzień targowy. Miałem więc nadzieję że przejdę się i kupię rozsadę. Myślałem konkretnie o porach (najlepiej jakiś zimujących), opcjonalnie o pomidorze.

Na punkcie pomidorów jestem trochę spaczony, przez to, że studiując ogrodnictwo, udało mi się załapać na świetne praktyki w firmie zajmującej się hodowlą twórczą i zachowawczą roślin oraz nasiennictwem. Zajmowali się nie tylko pomidorami (również strączkowe, sałaty, cebulowe, ogórek, papryka itd.), ale akurat najwięcej czasu spędziłem przy hodowli twórczej pomidora i bardzo miło to wspominam. Moim opiekunem praktyk ze strony zakładu był Pan Bocian, który akurat był odpowiedzialny za to warzywo, przy czym praktyka nie polegała na bezsensownej robocie w polu, ale naprawdę wielu cennych rzeczy mogłem się na niej dowiedzieć. Stąd niestety ale wiedząc dużo o pomidorach i znając smak naprawdę dobrych odmian, mam zawsze problem z kupieniem i bardzo rzadko zjadam mimo że bardzo lubię.

I tak pomidory możemy podzielić na dwie podstawowe grupy w zależności od tego gdzie są hodowane. Pierwsza grupa to pomidor szklarniowy, natomiast druga, to gruntowy. Gruntowe z kolei dzielimy na deserowe i przemysłowe. Różnią się one od siebie ekstraktem, czyli najprościej ujmując ilością pomidora w pomidorze. (Uczestniczyłem między innymi w badaniach ekstraktu w nowo tworzonych odmianach pomidorów.) Najniższy ekstrakt mają szklarniowe, potem są gruntowe deserowe a najwyższy mają przemysłowe.

Pomidory szklarniowe to w większości woda, nie mają praktycznie smaku. Hodowane są w szklarniach w małej kosteczce wełny mineralnej, do której przy pomocy rurki wprowadza się wodę z substancjami odżywczymi pochodzącymi z nawozów. Ilości nawozów które trzeba podać poszczególnym gatunkom roślin odczytuje się w specjalnych tabelach.

Pomidor gruntowy jak sama nazwa wskazuje rośnie w gruncie. Wiele odmian jest bardzo smaczna, niestety sama roślina jest dość podatna na choroby grzybowe (np zaraza ziemniaczana) czy też bakteryjne i wirusowe. Dlatego też przy hodowli na skalę rolniczą, nie można sobie pozwolić aby szlag trafił całą uprawę i niestety ale trzeba korzystać z chemii. No i tu się pojawia problem, bo wielu rolników po prostu nie zachowuje karencji. Można się nieźle zatruć.

Jeśli chodzi o same nazwy odmian, to kiedy odbywałem praktyki, wiele najlepszych było jeszcze niezarejestrowanych jako odmiany i miało nazwy robocze składające się z liter i numeru ale kilka mogę polecić.

Etna F1. Bardzo plenny mieszaniec heterozyjny, wcześnie owocujący. Jest tolerancyjna na suszę i chłód co w moim ogrodzie może być częste. Owoc raczej dobrze wybarwiony o średniej wadze 100g, co ważne nie pęka gdy po suszy przyjdą opady. Jest to typowy pomidor przemysłowy o ekstrakcie 5-6% niemniej bardzo smaczny.

Na razie tyle, bo po prostu nie pamiętam nazw, ale w sezonie pomidorowym posprawdzam i uzupełnię :)

poniedziałek, 7 maja 2012

Pogoda pod psem :)

Dziś pogoda jak marzenie, tzn. jasno, mglisto, deszczowo i niezbyt ciepło. Dzięki takim warunkom moje wczoraj zasadzone maliny mają większą szansę na przeżycie, dodatkowo wczoraj zasiane fasola i majeranek, oraz te zasiane już wcześniej dostaną wody potrzebnej do skiełkowania.

Tylko dzieci w domu marudne, bo nie mogą iść na spacer.

niedziela, 6 maja 2012

W malinowym chruśniaku

Po deszczu przyszedł czas na wizytację zagonków.

Na razie jedyne co doskonale na nich rośnie to chwasty, szczególnie perz i pięciorniki. To co się dało powyciągałem. Resztę zostawiam, aby nie niszczyć tego co mogło zacząć kiełkować. Jak przyjdzie czas, wezmę herbicyd nieselektywny i będę malował pędzelkiem te rośliny, których nie chcę. (Nieselektywny dla tego, że perz jest jednoliścienny a pięciorniki są dwuliściennymi roślinami. Selektywny zwalczyłby mi tylko jedną z grup roślin.)

Skopałem kolejny raz drugi zagonek (to chyba już 4 raz)wyjmując znowu masę kłączy perzu. Zasiałem na nim trzy rzędy fasoli. Kupując nasiona wybrałem fasolę szparagową żółtą. Wolę żółtą, bo bardziej mi smakuje i trudniej przerasta. Poza tym ma bardziej miękkie włókna po bokach strąka i nie trzeba jej tak dokładnie obierać. Odmiana to "Rocquencourt ST". Na razie nic nie wiem na temat tej odmiany poza tym że wysiew od maja do lipca, w zależności od tego czy ma być na wczesny czy na późny zbiór. Dlatego też wysiałem tylko część nasion, następne wysieję za jakiś miesiąc. Dzięki temu będziemy mieć fasolę przez dłuższy czas.

Poza fasolą posiałem sporo majeranku. W naszej kuchni używam bardzo dużo tej przyprawy. Siew wykonuje się w miesiącach kwiecień i maj. Majeranek zebrany i wysuszony w domowych warunkach jest o wiele bardziej aromatyczny niż ten kupny, dzięki czemu można go używać mniej.

Jednak najważniejszą i w sumie tytułową rośliną tego postu jest malina. Długi weekend to doskonały czas, aby dziadkowie przyjechali do swoich wnuków w odwiedziny. Przed przyjazdem poprosiłem moich rodziców, aby wykopali mi z dużą bryłą ziemi jakieś kłącza malin odmiany polana. Nie ukrywam że już trochę późno na przesadzanie roślin szkółkarskich, ale maliny rozrastają się w takim stopniu, że te które moi rodzice przywieźli i tak pewnie zostałyby wykopane i wyrzucone jako chwast na grządkach warzywnych. Dlaczego polana? Otóż jest pewien owad, Pryszczarek Malinowiec. Jest on szkodnikiem malin, żeruje na pędach malin i zimuje wewnątrz pędu. Powoduje spadek owocowania. Normalne odmiany malin owocują na pędach dwuletnich. Jeśli więc chcemy uzyskać owoc, musimy zostawić dwuletni pęd przez zimę zostawiając też schronienie szkodnikowi. Znam dwie odmiany malin które owocują na pędach jednorocznych. To polka i polana. W owocowanie wchodzą trochę później niż malina wczesne maliny owocujące na pędzie dwuletnim, bo roślina musi wytworzyć pęd, kwiat i dopiero owoc. Dzięki owocowaniu na pędach jednorocznych, na jesień po owocowaniu można całość pędów wyciąć przy ziemi i wyrzucić. Dzięki temu nie dajemy możliwości przezimowania szkodnikowi, nie trzeba się bawić w wycinanie selektywne chorych pędów, opryski itp. Przy hodowli amatorskiej to wielkie ułatwienie. Jak widać na zdjęciu nie bawiłem się w walkę z chwastami w miejscu gdzie wsadzałem maliny. Jeśli trawa wyrośnie za duża, potraktuję ją herbicydem selektywnym na jednoliścienne, jeśli nie będzie zbyt wysoka, to pewnie nie będzie przeszkadzać.

piątek, 4 maja 2012

Życiodajny deszcz

-Dziś w końcu spadł. I to najlepszy jaki mógł być.

-Jak to najlepszy? To są różne rodzaje deszczu?

-Tak. Dla mnie w tej chwili najlepszy deszcz to taki, który pada małymi kroplami, powoli i długo. Dlatego najlepszy, bo woda nie spływa od razu do rowów, ale ma czas na wsiąknięcie w ziemię, przesiąknięcie głęboko i zmagazynowanie się w glebie. Drobne krople nie zbiją tak bardzo ziemi jak gruby rzęsisty deszcz. Ponieważ padało parę godzin, spadło w miarę dużo wody.
Oczywiście nie każdy rolnik i nie o każdej porze roku będzie szczęśliwy z takiego opadu atmosferycznego. Długo padający deszcz jest powodem do zmartwienia dla osób uprawiających rośliny podatne na choroby grzybowe. Jeśli na roślinie woda zalega zbyt długo, stwarza to warunki korzystne dla mączniaków, parchów. Trzeba robić opryski a to koszt i praca. Jeśli nie wykonamy oprysków na czas, nasze dyniowate może szlag trafić, bo pokryją się szarym nalotem. Podobnie z ziemniakiem, pomidorem i kilkoma innymi. Ten sam temat dotyczy drzew owocowych, szczególnie jabłoni.

Ale ja się dzisiaj cieszę. Moje nasiona dostały solidną porcję wody i na pewno to pomoże im w kiełkowaniu. I co ważne, deszcz nie postrącał kwiatów z drzew owocowych, więc na owoce można też liczyć. Oby tylko przymrozki nie przyszły.

wtorek, 1 maja 2012

1 maja

Maj rozpoczęty. Termometr w cieniu wskazuje 30 stopni. Mam nadzieję że się zepsuł, bo jak nie to jakaś masakra. Te wewnątrz naszego mieszkania 26 i 27.

Wczoraj w radio padano komunikat o tym że zagrożenie pożarowe w lasach w regionie osiągnęło już 3 stopień czyli zagrożenie katastrofalne.

Z chmur zapowiadających deszcz nie zostało nic. Wróciło błękitne niego z rzadko umieszczonymi cumulusami. Z zapowiadanego przez ICM wczorajszego deszczu nie spadła ani kropla. Utrzymują że dzisiaj będzie padać, ale wyglądając za okno szczerze wątpię. Co przyniesie jutro zobaczymy.

Mam nadzieję że moje nasionka wrzucone do ziemi mają się dobrze. Na pewno dostały wilgoci z gleby i troszkę spęczniały. Bardzo bym nie chciał aby teraz wyschły, bo jeśli tak się stanie, przejdą w stan uśpienia z którego w warunkach amatorskich praktycznie nie da się już ich wybudzić. Niecierpliwie wyczekuję deszczu.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Pierwsze zasiewy

Nadszedł w końcu upragniony czas pierwszych zasiewów.
Około południa wybrałem się aby przemieszać rozsypaną wczoraj próchnicę z glebą, aby nie wywiał jej wiatr i nie wypłukała woda. Pogoda masakryczna. Gorąc, upał, skwar. Jedyną ulgę przynosi południowy wiatr, który przyniósł ze sobą chmury zwiastujące zmianę pogody.

Tak więc przekopałem oba zagony na których wysypałem próchnicę. Na jednym z nich wysiałem kilka rzeczy.

Marchew wczesna. Na opakowaniu napisali jeszcze że jest to odmiana Amsterdam 3. Wybrałem ją dlatego, że powinna w miarę szybko dać plony. Przy krótkim okresie wegetacyjnym mógłbym nie zdążyć zebrać późnej marchwi. Wysiew powinien być między marcem a majem. Jest koniec kwietnia więc się zmieściłem w czasie. Marchew dość długo wschodzi, więc moim zdaniem to był ostatni gwizdek na jej wysianie. Zależało mi bardzo na tym warzywie, bo powiedzmy sobie szczerze, ale to bardzo zdradliwa roślina. Marchew ma to do siebie, że przyswaja wszystko co się jej wsypie do ziemi w formie nieprzetworzonej i magazynuje to w korzeniach. Tak więc jeśli rolnik sypie nawozami to mam pewność że te nawozy znajdą się w środku. Dlatego też gdy kupuję marchew, staram się wybierać małe marchewki, bo jest większe prawdopodobieństwo, że nie ma w nich syfu takiego jak w wielkich wypędzonych. Marchew wysiałem w rządkach. Marchwi nie można wysiewać w ziemi nawożonej obornikiem!

Burak ćwikłowy. Wybrałem cylindryczną odmianę RENOVA. Wysiew powinien nastąpić w okresie kwiecień-czerwiec przy czym na zbiór wczesny na początku tego okresu, na zbiór jesienno-zimowy w okolicach czerwca. Oczywiście w moim ogródku okres wegetacyjny będzie krótszy niż w innych częściach kraju, więc myślę że wysiewając go teraz powinny być z miesiąc przed końcem okresu wegetacyjnego. Wybrałem odmianę cylindryczną a nie okrągłą, bo moim zdaniem łatwiej się ją wyrywa i rośliny mogą rosnąć gęściej przez co będzie ich więcej. Podobnie jak marchew, burak nie lubi świeżego obornika, również wysiałem w rządkach.

Kolejne rośliny wysiewałem na tym samym zagonie co buraki i marchew, z tym że rzutowo. Marchew wschodzi dość długo, burak krócej, ale nim oba warzywa będą potrzebowały więcej przestrzeni, to co wysiałem rzutowo, zdążę już zebrać.
Z jesieni zostały m nasiona rzodkiewki odmiany Carmen i Silesia. Rozsypałem je po całej powierzchni grządki. Szczerze mówiąc nie wiem czy zawiążą zgrubienie na korzeniu czyli to co się normalnie zjada. Aby tak się stało powinny być spore różnice temperatur między nocą a dniem, a tak naprawdę za moment będzie lato. Ale z rzodkiewki można również zjadać młode liście, więc się nie zmarnuje.

Nasiona Sałaty masłowej wczesnej odmiana Królowa majowa również rozsypałem w chaotyczny sposób. Podobnie jak rzodkiewka, sałata aby zawiązać główkę, potrzebuje różnic temperatur między nocą a dniem. Jeśli ich nie ma, rośnie po prostu wypuszczając kolejne liście i nie zawiązując główki. Mnie to w zupełności nie przeszkadza, nie ujmuje to jej niczego z jej wartości odżywczych, zapachu, smaku. Sałatę powinienem zdążyć zebrać całą nim marchew i burak wzejdą i będą potrzebować przestrzeni.

Między to wsypany został jeszcze koper ogrodowy ambrozja. Miałem nasiona jeszcze z jesieni. Przez całą zimę rósł sobie na parapecie w skrzynce na kwiaty, dostarczając regularnie świeżej natki do twarożków, kanapek i innych potraw.

Również z jesieni pozostał szczypiorek odmiana medium leaf. Szczypiorek będzie wyrastał raczej dłużej niż sałata, rzodkiewka i koper, więc wysiałem go na obrzeżu zagonu, tak aby nie przeszkadzał marchwi i burakom.

Kolejne rośliny wysiałem całkowicie poza zagonami. Są to Cukinia Atena Polka F1 oraz Dynia patison DISCO. W odległościach około 60-70 cm wykonałem szpadlem otwory, do których wrzuciłem po 3-4 pestki. Dyniowate mają dość duże liście, więc powinny sobie w konkurencji z trawą poradzić. Jeśli będzie z tym problem, użyje jakiegoś selektywnego herbicydu zwalczającego jednoliścienne. Odmianę ATENA o żółtej skórce wybrałem dlatego, że łatwiej się ją obiera, bo skórka jest bardziej miękka. Literka F1 to dla mnie również bardzo cenna informacja. Mówi mi o tym, że jest to mieszaniec heterozyjny. Mieszańce takie powstają ze skrzyżowania dwóch gatunków i nasiona powstałe z takiej krzyżówki mają swoje właściwości tylko w pierwszym pokoleniu. Kolejne pokolenia mogą być już całkowicie inne. Mieszańce heterozyjne charakteryzują się pewną różnorodnością ale jednocześnie lepiej znoszą różne niekorzystne warunki i jest większe prawdopodobieństwo że niektóre osobniki przeżyją wydadzą plon. Patisony są świetnym materiałem na zapiekanki. Wystarczy wydrążyć patisona, do środka wrzucić ugotowanego ryżu, trochę pokrojonej kiełbasy, jakieś inne warzywo, zapiec i już obiad gotowy.

Oczywiście mam przygotowane jeszcze inne nasiona do wysiewu, ale z nimi nie muszę się już tak śpieszyć. Na jutro i pojutrze zapowiadają przelotne opady, więc jak dobrze pójdzie to moje zasiewy dostaną w miarę szybko wody (oczywiście już chłoną wodę z gleby, ale to może być trochę mało jak na początek) i zaczną kiełkować. A tymczasem chwila odpoczynku po dwóch intensywnych dniach, oraz czas na zaplanowanie następnych działań :)

sobota, 28 kwietnia 2012

Światełko w tunelu

Przedostatnia wizyta troszkę mnie podłamała, na szczęście wczoraj pojawiło się światełko w tunelu. Kilka ciepłych dni wystarczyło, aby pojawiły się oznaki działania herbicydu. Moją pracę rozpocząłem od ponownego przekopania tych dwóch kawałków, które skopałem ostatnio, rozbicia brył ziemi, powyciągania z niej kłączy, plątaniny korzeni traw i innych roślin. Górne poletko udało doprowadzić się do stanu prawie dobrego. Od biedy można byłoby już coś na nim zasiać.

Dodatkowo na terenie gdzie zadziałał oprysk herbicydem, skopałem kolejny trzeci zagon. Tutaj ziemia jest bardzo ciężka i spoista. Mimo że przez kilka dni nie padało, podczas kopania słychać było "pluskanie". Kopało się dużo łatwiej niż poprzednio. Zacząłem się zastanawiać nad sposobem rozluźnienia ziemi, żeby nie była taka zbita. Na myśl przyszły mi trociny oraz torf. Tylko skąd wziąć trociny w większych ilościach? Poza tym powinny być już trochę przekompostowane żeby nie zabierały azotu z gleby. Torf w sumie trochę kosztuje, ale to byłaby najłatwiejsza metoda. Akurat kiedy nad tym myślałem przyszedł mój kolega na którego ziemi zakładam ogródek. Pogadaliśmy chwilę po czym on mówi "Tu gdzie jest ta górka, między drzewami, kiedyś leżały belki na więźbę. Tam jest dużo próchnicy."

Gdy zerwałem wierzchnią warstwę trawy, moim oczom ukazał się skarb :) Kilka dobrych taczek przepróchniałego rozpadającego się drewna. Zabrałem się do wydobycia i rozplantowania tego na moich poletkach. Czeka mnie jeszcze przekopanie tego, w sumie już trzeci raz będę przekopywał te same kawałki ziemi. Ale jest nadzieja na marchewkę i jeszcze jakieś korzeniowe. Muszę jak najszybciej wybrać się i to zrobić, bo już prawie maj, a poza tym zrywa się wiatr i boję się żeby nie wywiał mi tej próchnicy. W końcu jest bardzo lekka.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Wizyta 3

Dziś w sumie byłem w ogrodzie trzeci raz. Coraz mniej zaczynam wierzyć w powodzenie tego przedsięwzięcia. Gdy byłem pierwszy raz, udało mi się skopać niewielki kawałek. Gąszcz kłączy, zbita warstwa traw, perzu i innych roślin dzielnie broniła dostępu do życiodajnej gleby. Postanowiłem podziałać chemicznie. W tym celu, dzień po próbie przekopywania, wybrałem się do sklepu (właściwie posłałem żonę bo przechodziła w jego pobliżu) i nabyłem w ten sposób odpowiedni herbicyd. Jego nazwy nie podam, chyba że producent herbicydu postanowi zapłacić za reklamę na blogu. Ważne jest dla mnie to że to herbicyd nieselektywny, czyli załatwia wszystko co zielone, nie ważne czy to trawa, czy inne chwasty. (Są też herbicydy selektywne, działające na konkretną grupę roślin, np na jednoliścienne czyli trawy, perze itp.) Po zakupie oczywiście nie mogłem od razu przystąpić do oprysku. Nie pozwoliły mi na to opady deszczu, które trwały kilka dni. Gdy już się udało, wybrałem się na ogródek. Niestety trawa i chwasty które tam zastałem nie były jeszcze zbyt duże. To wcale nie najlepsza wiadomość, że chwasty nie są duże. Trudno, skoro już tu dotarłem, wykonam oprysk. Tak też zrobiłem, spodziewając się że efektywność mojego działania może być niezbyt wielka. Dziś byłem zobaczyć efekty. Minął tydzień. Widać niewielkie działanie środka chemicznego. Było trochę zimno i niestety ale nie zadziałał z pełną mocą. Dodatkowo dzień po moim oprysku przyszły niewielkie opady, które domyślam się że spłukały to co nie zostało wchłonięte. w końcu po trzecie jednak chwasty nie były jeszcze wystarczająco duże na oprysk. Czekanie za bardzo nie wchodzi w rachubę, okres wegetacyjny jest tutaj krótszy, a za chwilę początek maja. Przydałoby się już siać, wsadzać rozsady, a ja jeszcze nie mam nawet skopanej porządnie ziemi.

środa, 11 kwietnia 2012

Początki

Miejsce które mogę uprawiać to działka dobrych znajomych, którzy nie mają czasu na obrabianie ziemi, przez co leży odłogiem. Z Ich opowiadań wiem, że podejmowali kiedyś próby założenia ogródka, ale nie bardzo byli zadowoleni z efektów, więc temat porzucili.
Ustaliliśmy, że ja mogę uprawiać Ich ziemię zupełnie za darmo, za to Oni będą się ode mnie uczyć jak to robić.

Działka mieści się w górach, stąd nie jest to łatwa rola do uprawiania.
Po pierwsze podłoże. Cieszynit czyli skała wulkaniczna o odczynie zasadowym + flisz karpacki czyli łupki ilaste. Z jednej strony można się cieszyć bo gleba powstała na tym podłożu powinna być żyzna. Z drugiej strony jest to bardzo ciężka gleba, o dużej spoistości, mająca tendencję od wysychania na kamień podczas suszy, długo utrzymująca wodę podczas deszczy, śliska, gliniasta.
Przypuszczam, że warzywa korzeniowe typu marchew, pietruszka, seler mogą nie hodować się na tym najlepiej. Podobnie z cebulą, czosnkiem, ziemniakami. No nic, trzeba spróbować.

Drugim utrudnieniem jest krótszy okres wegetacyjny. Góry to góry. Tu wiosna przychodzi później a jesień wcześniej. Dlatego też na wyhodowanie wszystkiego jest mniej czasu.

Dwie dodatkowe trudności związane są już z tą konkretną działką.
Brak dostępu do wody - studnia wyschła a nie chcę naciągać na koszty znajomych i korzystać z wody wodociągowej za którą się płaci.
Drugi temat to otoczenie. Działka to po prostu niekoszona łąka, na której rosną wszystkie możliwe chwasty występujące na tym terenie. Trudność polega najpierw na skopaniu kawałka ziemi pod uprawę, ponieważ jest poprzerastana pędami, kłączami, korzeniami i innymi, a później w trakcie sezonu wegetacyjnego będzie to nieustanna walka z wsiewającymi się i kiełkującymi na zagonach chwastami.

Dziś jestem po pierwszej partii przekopywania ziemi. Jest naprawdę ciężko. Jedno przekopanie nie wystarcza. Za kilka dni ponownie przekopię te kawałki. Mam nadzieję że uda mi się porozbijać bryły i powybierać przynajmniej część kłączy.
Nie obędzie się też bez walki chemicznej chociaż tą chciałbym ograniczyć do minimum. Po pierwsze ze względu na koszt, po drugie ze względu na to że chciałbym mimo wszystko uprawiać rośliny ekologicznie.

Na zakończenie zdjęcie kawałka ziemi, na którym powstanie wspaniały ogród.



Wstęp upolityczniony :)

Początki jak zwykle są trudne. Te były trudniejsze niż przypuszczałem. Ale po kolei.

Nasz wspaniały rząd, dostosowując ceny żywności do swoich zarobków doprowadził, do tego, że zwykłym ludziom przestaje wystarczać na życie. Wynagrodzenia nie wzrosły wcale, ceny poszybowały w górę jak amerykański program kosmiczny. Jeszcze trochę takiej polityki i praca zarobkowa przestanie się całkowicie opłacać. Lepiej będzie poświęcić ten czas na wyhodowanie marchewki i innych warzyw niż przez 8 godzin zasuwać za kwotę, która starcza jedynie na wynajęcie mieszkania.

Dodatkowo jestem ojcem dwójki wspaniałych dzieci, którym chciałbym dać coś lepszego niż najtańsza żywność, hodowana w taki sposób, aby społeczeństwo które ją spożywa, nie dożyło wieku emerytalnego. Cóż za oszczędność dla państwa.

Na kawałku ziemi, który leżał odłogiem dobrych kilka lat, startuję z ogrodem.
Przez 4 lata studiów ogrodniczych na prestiżowej uczelni czegoś się nauczyłem, planuję wdrożyć tą wiedzę w praktykę.