czwartek, 26 kwietnia 2012

Wizyta 3

Dziś w sumie byłem w ogrodzie trzeci raz. Coraz mniej zaczynam wierzyć w powodzenie tego przedsięwzięcia. Gdy byłem pierwszy raz, udało mi się skopać niewielki kawałek. Gąszcz kłączy, zbita warstwa traw, perzu i innych roślin dzielnie broniła dostępu do życiodajnej gleby. Postanowiłem podziałać chemicznie. W tym celu, dzień po próbie przekopywania, wybrałem się do sklepu (właściwie posłałem żonę bo przechodziła w jego pobliżu) i nabyłem w ten sposób odpowiedni herbicyd. Jego nazwy nie podam, chyba że producent herbicydu postanowi zapłacić za reklamę na blogu. Ważne jest dla mnie to że to herbicyd nieselektywny, czyli załatwia wszystko co zielone, nie ważne czy to trawa, czy inne chwasty. (Są też herbicydy selektywne, działające na konkretną grupę roślin, np na jednoliścienne czyli trawy, perze itp.) Po zakupie oczywiście nie mogłem od razu przystąpić do oprysku. Nie pozwoliły mi na to opady deszczu, które trwały kilka dni. Gdy już się udało, wybrałem się na ogródek. Niestety trawa i chwasty które tam zastałem nie były jeszcze zbyt duże. To wcale nie najlepsza wiadomość, że chwasty nie są duże. Trudno, skoro już tu dotarłem, wykonam oprysk. Tak też zrobiłem, spodziewając się że efektywność mojego działania może być niezbyt wielka. Dziś byłem zobaczyć efekty. Minął tydzień. Widać niewielkie działanie środka chemicznego. Było trochę zimno i niestety ale nie zadziałał z pełną mocą. Dodatkowo dzień po moim oprysku przyszły niewielkie opady, które domyślam się że spłukały to co nie zostało wchłonięte. w końcu po trzecie jednak chwasty nie były jeszcze wystarczająco duże na oprysk. Czekanie za bardzo nie wchodzi w rachubę, okres wegetacyjny jest tutaj krótszy, a za chwilę początek maja. Przydałoby się już siać, wsadzać rozsady, a ja jeszcze nie mam nawet skopanej porządnie ziemi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz